Zwiedzanie Skopje, przewodnik po zderzeniu cywilizacji w oparach świeżej farby

wtorek, 19 czerwca 2018
data:post.title
Marmurowe pomniki największych postaci starożytności, monumentalne, kamienne budowle, mosty, które zapierają dech w piersiach, galeony na rzece przepływającej przez miasto, Aleksander Wielki czuwający nad tym wszystkim. Zbyt to piękne, żeby było prawdziwe? Witajcie w Skopje, stolicy Macedonii, czy może Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii, czy może Macedonii Północnej. Trochę się już pogubiliśmy, podobnie jak w pogubiliśmy się w Skopje. 


Witajcie w mieście, w którym tynk na antycznych budowlach nie zdążył jeszcze dokładnie wyschnąć, marmurowe pomniki największych postaci starożytności nie budzą pytań, o to jak współczesnym udało się stworzyć takie cuda (prawda boli - zaprojektowano w Autocadzie i postawiono HDSem), galeony cumują na betonowych słupach na rzece zbyt płytkiej, żeby kiedykolwiek mogły tam wpłynąć, a Aleksander Wielki to oficjalnie "człowiek na koniu" (Macedonia nie ma prawa wykorzystywać na pomnikach jego wizerunku). Witajcie w Skopje, mieście które jak soczewka skupia w sobie wszystkie kompleksy Macedonii. Mieście, które być może tylko udaje wielkie, które potrafi wprawić w osłupienie, niekoniecznie pozytywne, które błyszczy w nocy, a rano widać zdrapywaną z pomników farbę.


Skopje nocą to setki iluminacji, które rozświetlają setki pomników. Znajdziemy tu starożytnych filozofów, poetów, bohaterów, a także Aleksandra Macedońskiego w ilości na jaką nie przygotowałaby nas nawet czterogodzinna reżyserska wersja filmu Olivera Stone'a. Jest więc tu  matka Aleksandra, matka Aleksandra w ciąży z Aleksandrem, matka Aleksandra karmiąca Aleksandra. Aleksander na każdym kroku. Co ciekawe, żaden z pomników Aleksandra Wielkiego nie może nazywać się pomnikiem Aleksandra. Chodzi o przegrany proces sądowy pomiędzy Grecją a Macedonią a dokładniej o to, że ta druga bezprawnie i w sposób ahistoryczny wykorzystuje wizerunek jednego z najwybitniejszych starożytnych dowódców. Przy okazji, pozostali protoplaści narodu i  cywilizacji, prezentowanej tu jako macedońska też są, łagodnie rzecz ujmując, zapożyczeni. Skąd  taki bałagan? W najprostszych słowach: dzisiejsi Macedończycy (Słowianie, którzy przybyli tu w I tysiącleciu naszej ery), nie mają nic wspólnego z Macedończykami, którzy żyli w Macedonii w czasach starożytnej Grecji. Wtedy Macedonia była częścią kultury helleńskiej, a więc - greckiej. I tutaj zaczyna się wielki konflikt pomiędzy słowiańskimi Macedończykami i greckimi Grekami. Ten konflikt rozgrywa się właśnie w rozświetlonym Skopje.


Dzisiejsi Macedończycy, bardzo chętnie odwołują się do starożytnej historii, konsekwentnie przemilczając, że w tej linii prezentacji dziejów brakuje ciągłości. W Skopje pomniki mówią nam: "byliśmy tu od zawsze, wymyśliliśmy alfabet, mieliśmy wielkich przywódców i filozofów". Ten wielki, pomnikowy lunapark ma udowodnić, że Macedonia ma dzisiaj rację bytu, bo ma za sobą historię. Niewątpliwie takie podejście podbudowuje  poczucie narodowej wspólnoty i dumy Macedończyków. Nie tylko wbrew logice, ale i jak się okazuje także wbrew niektórym Macedończykom. Dodatkowo, za tą betono-rewolucją stoi także przyczyna prozaiczna. Centrum Skopje jest ciągle odbudowywane po wielkim trzęsieniu ziemi z 1963 roku, które zniszczyło znaczną część miasta. Ciągle powstają nowe budynki, choć jeśli policzylibyśmy stosunek budynków do pomników, to nie jesteśmy pewni, czy tych drugich nie powstaje więcej. I jak wspominaliśmy, nie wszystkim to się podoba. 


Przechadzając się po centrum miasta w świetle dnia, łatwo zauważyć plamy farby na nienagannych, marmurowych pomnikach. Jak wytłumaczyli nam młodzi Macedończycy, to sprzeciw wobec polityki miasta, które na budowę tego swoistego pomnikowego neoskansenu wydaje ogromne sumy. 


Ten stylowy łuk tryumfalny, obok którego przejeżdża równie stylowy i pasujący do miasta double - decker musiał faktycznie kosztować niemało. Pewnie niemało wydali też na farby protestujący w ten sposób młodzi mieszkańcy Skopje. Co ciekawe, ci drudzy twierdzą, że pomniki powstają za pieniądze tureckie, a mer Skopje bez skrupułów je wydaje. Po co Turcy dają takie pieniądze na pomniki? "To proste, żeby uśpić Macedończyków i osłabić pozycję Greków". Takie wytłumaczenie musi nam wystarczyć, innego podczas porannych rozmów przy kawie nie usłyszeliśmy. 


Pewnie niemałe  pieniądze mógł kosztować ten wybitnie pasujący do słowiańskiego państwa bez dostępu do morza galeon. Co ciekawe, stoi on (tak, stoi, nie jest zacumowany) na rzece Wardar. Tak na oko, rzekę można spokojnie przejść, bo wody tu jest co najwyżej do pasa. Po co ten galeon w stolicy Macedonii? Trudno oceniać, zresztą to chyba najmniejszy problem intelektualny, który zastaje nas podczas zwiedzania Skopje. 


To jeden z Mostów na Wardarze. Skoro już wiemy, że rzeka jest niewielka i niezbyt głęboka, to może nas dziwić, że znajduje się na niej tak wiele znaczących mostów. Ten nazywa się Mostem Cywilizacji i spotkamy na nim nie tylko fontannę (tak, to pierwsza fontanna, którą spotkaliśmy na moście) ale też postaci ważne dla historii Macedonii, a więc - w tutejszym ujęciu - dla całego świata. Bo w tym ujęciu Macedończykami byli m.in.Cyryl i Metody. O to też próbowaliśmy pytać młodych mieszkańców tego uroczego miasta, z którym dane nam było wypić wspomnianą już poranną kawę, ale oprócz zapewnienia, że to w Macedonii powstał alfabet i filozofia, nie uzyskaliśmy satysfakcjonujących odpowiedzi. Tutaj dobra porada: jeśli zwiedzacie Skopje z tubylcami, którzy wierzą w kluczowe znaczenie tego państewka w rozwój cywilizacji - nie zadawajcie nasyconych wątpliwościami pytań. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że taka uprzejmość prowadzi do poznania historii jakiej nie uczą dziś w szkołach. Z podobnym podejściem spokojnie spotkamy się na na youtubie, na przykład na kanałach sponsorowanych przez płaskoziemców. Podejrzewamy też, że może istnieć inna droga na prawdziwe poznanie tego miasta. W teorii (!) akceptując macedońską spójność ideologiczną może udać Wam się dostać zaproszenie na nocne malowanie. Tego podejścia próbujcie na własną odpowiedzialność i nigdy w pojedynkę.


Wojna pomnikowa w Skopje wygląda tak, że w nocy pomniki są zamalowywane przez protestujących, a w ciągu dnia ekipy sprzątające próbują doprowadzić miasto do ładu. I tak w kółko. Jeśli myślicie o otwarciu w Macedonii jakiegoś lukratywnego biznesu, to być może hurtownia farb i rozpuszczalników może okazać się strzałem w dziesiątkę. 


Strzałem w dziesiątkę nie okazał się jednak ten pomnik Aleksandra Wielkiego. Otóż tę nazwę oprotestowała Grecja, Macedonia przegrała z hukiem i jeden z najbardziej monumentalnych pomników Aleksandra, musi się dzisiaj nazywać "pomnikiem mężczyzny na koniu". Dziwne to miasto, ale jakże ciekawe!


W centrum Skopje trudno znaleźć miejsce bez pomników, które w zasadniczej większości przypominają świetność Macedonii w czasach helleńskich. To, że dzisiejszy Macedończycy nie mają etnicznie nic wspólnego z Macedończykami czasów Filipa i jego syna Aleksandra, nie ma tutaj zbyt dużego znaczenia. Ten fakt wykorzystują do pewnych kpin sąsiedzi Macedonii. Jeden z najczęściej słyszanych dowcipów w Bułgarii brzmi co najmniej tak:
"-Tato, dostałem jedynkę z historii Macedonii - mówi młody Macedończyk do swojego ojca.
- Synu, naprawdę? Ja rozumiem, że mogłeś nie zdać biologii albo matematyki. Ale tej jednej strony historii mogłeś się jednak nauczyć."
Kolejna porada: nie powtarzajcie tego dowcipu w Macedonii.


A to słynna rzeźba lwa, symbolu starożytnej Macedonii, symbolu współczesnej Macedonii, symbolu walki z pomnikami. Podobno oczy lwa malowane są najczęściej.


Jeśli chcemy zobaczyć to budujące się na nowo, bardzo dziwnie monumentalne miasto, warto wjechać na wzgórze Wodno, znajdujące się zaraz za miastem. Radzimy podjechać trochę samochodem, a później przesiąść się do kolejki gondolowej. Na szczycie znajduje się monumentalny (a jakże), krzyż, postawiony tutaj z okazji milenium w 2000 roku. Oczywiście zdaniem Macedończyków to najwyżej położony krzyż na świecie (1066m n.p.m.), naszą wzmiankę o krzyżu na Giewoncie celnie zbili argumentem, że "to się nie liczy, bo Giewont jest w górach". Jeśli tylko nie wdamy się w dyskusje z zakresu logikii i epistemologii (dyskusje z rzekomymi dziedzicami wielkiej filozofii mogą z góry okazać się skazane na porażkę) czekają nas piękne widoki, ogromna (a jakże) flaga Macedonii i pasące się spokojnie przy szczycie krowy. 


Czy warto odwiedzić Skopje? Naszym zdaniem wręcz trzeba. To miasto pokazuje, jak absurdalne wyniki może przynieść bezkompromisowa walka o historię, a jednocześnie zbyt poważne podejście do budowy wielkiej, europejskiej stolicy.

Na koniec można również zapytać, gdzie zawiezie Macedończyków taki bilet do przyszłości (niewątpliwie bowiem pod przykrywką pompowania tożsamości narodowej inwestuje się tutaj w turystykę)? To pytanie można sobie zadawać zwłaszcza po podróżniczych konfrontacjach z greckimi pozostałościami kultury antyku, zburzonymi i rozgrabionymi przez wieki ruinami. Z czasem tynki i farby na przybytkach, pełniących w Skopje funkcje zabytków, pokryje nadający powagi kurz. Z czasem młodzi ludzie niegodzący się z bezczelnym kłamstwem wyjadą, albo założą rodziny i  nie będą już mieli energii na odrzucanie tożsamości skrojonej im w rządowych gabinetach. Z czasem Skopje przestanie się wydawać "nie na miejscu" a pomnikowy Disneyland w oczach turysty może zostać odebrany jako "w sumie taka Grecja, ale lepsza, bo zabytki stoją i wyglądają tak jak powinny wyglądać".

Kilka tygodni temu, 12 Czerwca 2018, premierzy Grecji i Macedonii zawarli historyczne porozumienie w sprawie nazwy kraju ze stolicą w Skopje. Grecy pogodzili się z Republiką Północnej Macedonii u swych granic, czy z czasem turyści pogodzą się z nową, lepszą kolebką wszech-cywilizacji? Weź jedź oglądać Skopje, zanim wyschnie farba!

Prześlij komentarz