Pădurea Mociar: Co straszy w rumuńskim Lesie Potwora?

niedziela, 10 czerwca 2018
data:post.title
Padurea Mociar - Las Potwora w Transylwanii. Mimo to odważyliśmy się i pojechaliśmy. Wrażenia, w zależności od miesiąca, od umiarkowanego optymizmu, do zachwytu tamtejszą przyrodą. Jeśli jesteście w Siedmiogrodzie, warto udać się do tego nieco zapomnianego przez ludzi lasu. 



Pierwszą podróżą, można powiedzieć, że kamieniem węgielnym bloga Weź jedź, była podróż jaką przed kilkoma laty odbyliśmy w marcu do Rumunii. Podróż była to piękna, bo pełna oczekiwań. A jednym z miejsc, które szczególnie chcieliśmy zobaczyć był las Padurea Mociar. Wszystko dlatego, że podczas przygotowań do wyprawy, zobaczyliśmy pewne zdjęcie, znalezione gdzieś w otchłani portalu Pinterest:


To co zobaczyliśmy, rozpaliło naszą wyobraźnię. Fotografia skąpanego w  świetle i zieleni lasu nie pozostawiała wyboru, wręcz wydawało nam się, że słyszymy jak mówi: "Przybądź". Nasze przeświadczenie, że widoki tak magiczne, jak ten, wręcz chcą byś je zobaczył, było tak silne, że nawet wyniki wyszukiwania w Google nie ostudziły naszych zapałów. A Google ostrzegał, i to nawet wyszukiwarka obrazów. By oszczędzić Wam XX wiecznego trudu otwierania nowego okna, wklejamy wyniki wyszukiwania frazy w przeglądarce obrazów:


A także z Google translatora, którego na nasze szczęście użyliśmy dopiero po latach. Tak, wcześniej byliśmy nieświadomi znaczenia tej nazwy.  

O ile wiedza o tym, że nazwa Pădurea Mociar oznacza Las Potwora mogłaby nas nawet jeszcze bardziej zachęcić do wizyty, to w żaden racjonalny sposób nie możemy wyjaśnić dlaczego zignorowaliśmy fakt, że "magiczne" zdjęcie jest dopiero piątym wynikiem, a wyniki wcześniejsze rozwiewają magiczną atmosferę skuteczniej niż blask ognisk inkwizycji.
Wtedy jednak, byliśmy już w szponach oczekiwań,



Tak Padurea Mociar wygląda pod koniec marca. Wtedy to właśnie dostaliśmy pierwszą podróżniczą naukę życiową: jeśli podróżujemy, żeby zobaczyć piękną florę,  róbmy to w okresie wegetatywnym.  Poniżej prezentujemy zdjęcia już pod koniec maja, kiedy przyroda miała trochę więcej czasu na obudzenie się po zimie. Tak, to właśnie Padurea Mociar sprawił, że wróciliśmy do Rumunii, żeby naprawić błędy przeszłości.


Ten rezerwat dzikiej przyrody, leżący w rumuńskiej Transylwanii, leży na dość podmokłym terenie, który pomaga rozmaitym mchom obrastać stare drzewa. Przyznajmy to od razu,  nie jest to łatwa i niewymagająca atrakcja turystyczna. Każdy, kto chce się zanurzyć w tym "potwornym lesie" powinien się uzbroić w podwójną cierpliwość - pierwszą przy szukaniu do niego dojazdu, drugą - przy długim, najlepiej wielogodzinnym spacerze. (Uwaga, porada: w obu przypadkach weź ze sobą GPS). 


Efekt jest co najmniej romantyczny, niż początkowo zakładaliśmy. Jako, że o lesie Padurea Mociar, nie można powiedzieć zbyt dużo, wyjątkowo zostawiamy Was z tymi zdjęciami. Nie będziemy się wysilali na opisy przyrody, bo do Georga Byrona nam daleko. Jeśli chcecie poszwendać się po pięknym lesie, skąpanym w zieleni, wybierzcie się właśnie do Transylwanii. Byle w okresie wegetacyjnym, najlepiej tak od czerwca do września.


Trafienie do tego miejsca też nie jest najłatwiejsze. Najlepiej dojechać do miasteczka Reghin i tam pytać o drogę. Łatwo nie będzie, ale nawigacja powinna pomóc. Później pozostaje już tylko kilkugodzinny spacer po lesie. Uwaga: łatwo się zgubić, coś o tym wiemy.



Dla nas Padurea Mociar była swoistą nauczycielką podróży. Zanim, po zobaczeniu jednego zdjęcia,  kompletnie pozwolimy się oplątać bezkrytycznym zachwytem, skonfrontujmy ten zachwyt na zimno z innymi źródłami. A jeśli nie chcecie tego robić, pozostaje oddać się równie bezkrytycznej zasadzie: "będziemy się martwić później". 


My ostatecznie nie żałujemy. Ale jak pewnie zauważyliście, nie jest to wpis o najpiękniejszym lesie na świecie. Tak zwyczajne - trochę pokochaliśmy to miejsce, choć ciągle też pamiętamy pewien zawód. 

Prześlij komentarz