Transalpina: zjawiskowa trasa w Rumunii (informacje praktyczne, zdjęcia i wrażenia)

wtorek, 20 lutego 2018
data:post.title
Transalpina to piękna trasa w rumuńskich górach Parâng, w drugim najwyższym paśmie rumuńskich Karpat (nie, nie ma tam Alp). Nic więc dziwnego, że i do Transalpiny przylgnęła łatka tej "drugiej". Fakt, Trasa Transfogaraska jest wyższa, bardziej kręta i bardziej znana, ale nie znaczy to, że ta druga - Transalpina powinna być ignorowana. Zapraszamy na wycieczkę przez Transalpinę, rumuńską drogę DN 67C (nie będziemy jej tak nazywali, nazwa Transalpina jest znacznie bardziej romantyczna, mimo braku Alp.)

To niesamowicie widokowa trasa, przez którą naprawdę warto przejechać, chociażby po to, żeby znaleźć się w dzikim, niezaludnionym terenie gór Parâng i wypróbować nasze umiejętności rajdowo - nawigacyjne. Choć Transalpina w znacznej części wiedzie przez odludzia i jest jedyną drogą w regionie, to są miejsca, w których można zabłądzić.

Dobrą bazą wypadową na Transalpinę jest miejscowość Sebes, jeden z siedmiu historycznych grodów Transylwanii. Za symboliczny początek właściwej trasy możemy uznać tamę na rzece o mało oryginalnej nazwie Sebes. Spiętrzone wody rzeki tworzą jezioro Tau Bistra, położone niecałe 50 kilometrów od miasteczka Sebes.


I choć by dotrzeć do tamy przejechaliśmy już te pół setki kilometrów po górskich drogach, spokojnie - naprawdę piękna trasa dopiero przed nami. Kiedy dotrzemy już do tamy, przy której handel kwitnie jeszcze przed oficjalnym otwarciem trasy (w Rumunii najwyżej położone drogi są zamknięte od późnej jesieni do późnej wiosny, znamy się na tym jak nikt), to znaczy, że jesteśmy na dobrym kursie.

My przejechaliśmy Transalpiną pod koniec maja, a jej oficjalne otwarcie zazwyczaj ma miejsce 1 czerwca. Co ważne, mimo że trasa teoretycznie nadal była zamknięta, nie mieliśmy problemów z jej przejechaniem. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja z Trasą Transfogaraską, ale to już zupełnie inna historia (którą opiszemy wkrótce). Co więcej, wycieczka na Transalpinę kilka dni przed sezonem ma swoje plusy - jarmarki dopiero się rozstawiały i szacując po rozmachu tych zawczasu rozkładanych interesów, aż boimy się myśleć jak to miejsce wygląda w wakacje. Oprócz tego, na samej trasie nie spotkaliśmy prawie nikogo - to ma swoje plusy i minusy, bo mimo pięknej pustki, reguła ta ma zastosowanie także do liczby otwartych w pobliżu knajp. Jadąc przed sezonem nie spodziewajmy się tutaj wyjątkowo bogatej oferty gastronomicznej. Ale to przecież Rumunia, umówmy się - kraj piękny, ale nie jeździmy tam dla kuchni. Chyba, że ktoś lubi mamałygę bez smaku.

Jeśli zastanawiacie się, czy jesteście na dobrej trasie, to własnie takie klimatyczne, niezbyt nowe znaki drogowe mogą wskazać Wam drogę. Znaki pewnie tak stare jak na Route 66, przynajmniej tak je sobie wyobrażamy.
Pewność, że jesteście na Transalpinie, będziecie mieli, kiedy wjedziecie w górne partie trasy, jakieś 70 kilometrów od Sebes. Wtedy zacznie się prawdziwe wspinanie krętymi serpentynami i podziwianie widoków, które sprawią, że zaczniecie się zastanawiać, czy Transalpina nie powinna przypadkiem swoją sławą wyprzedzić Trasy Transfogaraskiej. (My tego sporu nie rozstrzygniemy, weź jedź i przekonaj się sam/a).
Ostrzegamy też, że pokonanie Transalpiny może zająć sporo czasu. Nie tylko dlatego, że jest to obiektywnie wymagająca droga, ale także dlatego, że będziemy chcieli regularnie się zatrzymywać, wychodzić z auta, podziwiać widoki i zachwycać się misternie przeprowadzoną przez równie misterne góry trasą.
Będziemy mogli obserwować szybko zmieniającą się pogodę, chmury rytmicznie zasłaniające i odsłaniające szczyty tamtejszych gór i nawet przenikliwe zimno na wysokości ponad 2000 metrów nie zaburzy nam tych doznań. Tak, w najwyższym miejscu - na Przełęczy Urdele (Pasul Urdele) trasa osiąga 2145 metrów. Nic więc dziwnego, że jeszcze w maju nie zawsze droga jest w pełni przejezdna - nam się udało, ale podobno nie wszyscy mają tyle szczęścia. Oczywiście najbezpieczniej zaplanować przejazd Transalpiną pomiędzy 1 czerwca a 30 września. Co prawda nie będziemy już wtedy na trasie sami, ale raczej nie utkniemy w korkach.

Przyroda, jak to przyroda, ma wiele oblicz, także te na pierwszy rzut oka mniej przyjemne - wcale nie trzeba oddalać się daleko od drogi, żeby i na takie się natknąć.
Wiele oblicz na Transalpinie ma też pogoda. Z pięknego słońca bardzo szybko możemy znaleźć się w ulewnym deszczu, burzy, a nawet pod koniec maja - deszczu ze śniegiem. Takie uroki wysokości.

A na koniec kilka praktycznych porad i informacji:
  1. Całość trasy, od miasta Sebes do miasteczka Novaci to ok. 150 km. Jeśli nie masz paliwa na taki dystans, zatankuj - po drodze nie będzie wiele okazji. 
  2. Najwyżej położony punkt na trasie to przełęcz Urdele - 2145 m. n.p.m.
  3. Trasa jest zamknięta od pierwszych opadów śniegu, w listopadzie już nią nie przejedziemy. 
  4. Oficjalnie trasa otwiera się 1 czerwca, ale na trasie nie ma żadnych blokad (takie są na Trasie Transfogoraskiej), jeśli chcemy więc zaryzykować to, że być może będziemy musieli zawrócić, możemy jechać także w maju. My jechaliśmy dokładnie 26 maja, a więc kilka dni przed oficjalnym otwarciem. 
  5. Transalpina została wybudowana przed II Wojną Światową przez króla Karola II, później korzystali z niej Niemcy, a Rumuni nazywali ją Drogą Króla. Pewnie dlatego Ceausescu postanowił wybudować trasę przez Fogarasze, która miała przewyższyć Transalpinę pod każdym względem. 
  6. Obecna Transalpina jest tak ładnie wyasfaltowana dopiero od 2007 roku. Wcześniej przejażdżka tą trasą nie należała wcale do najprzyjemniejszych. Kiedyś do przejechania Transalpiny przydawał się jakiś większy samochód  4x4, dzisiaj każdy poczciwy Lanos poradzi sobie z tą trasą. 

2 komentarze

  1. Transalpina jest polozona wyzej niz Transfogaraska, a przejezdna jest wczesniej ze wzgledu na uksztaltowanie terenu ( brak gór osłaniających trase w jej najwyzszym punkcie). Wlasciwie najciekawszy odcinek trasy poprowadzony jest jakby przez poloniny? 😊

    OdpowiedzUsuń