Dlaczego w życiu warto rozwinąć żagiel, czyli pochwała żeglowania

czwartek, 31 sierpnia 2017
data:post.title
"Coelum, non animum mutant, qui trans mare currunt" - miał powiedzieć kiedyś Horacy. Znaczy to mniej więcej: Klimat, a nie siebie zmieniają, ci co przez morze żeglują. Na szczęście czasy starożytne minęły, a Horacego można już podważać bez widma kary banicji, więc spokojnie możemy się z nim nie zgodzić. Zapraszamy na opis naszej transformacji: ze szczurów lądowych w wilczki morskie z aspiracjami. 


My, do tej pory wspomniane już szczury lądowe, zapatrzone w wysłużonego Lanosa, uwielbiający road tripy, ciągłe zmiany, wijące się gdzieś tam po Karpatach Trasy Transfogoraskie (i ich pochodne), tym razem postanowiliśmy zmierzyć się z nowym. Padło na morze, dokładnie Adriatyk. Po dotarciu do mariny w Sukošan oczom naszym okazał się on - Diaz, na najbliższe kilka dni nasz przyjaciel, dom i nowy Lanos - wszystko w jednym.

Już pierwsze zapoznanie się z jachtem pokazało nam, że czeka nas dużo wyzwań. Od wchodzenia na pokład, grożącego przynajmniej złamaniem (zwróćcie uwagę na trap - tę deseczkę w lewym dolnym rogu. To przez nią wchodziło się na pokład), po zmieszczenie większych i mniejszych (z naciskiem na tych większych) blogerów w niewielkich przecież kajutach. 

Lekcja 1: Do wszystkiego można się szybko przyzwyczaić. 

Na szczęście wszyscy szybko zyskaliśmy zmysł równowagi godny linoskoczków, a i kajuty okazały się bardziej pojemne, niż się wydawało. Popatrzcie tylko na to: 
l90 cm wzrostu, sporo żywej wagi, a w kajucie zostało sporo miejsca dla jeszcze jednego, choć troszkę chudszego załoganta! Dalej już tylko regularny piling dłoni przy użyciu fałów i szotów, oparzenia od słońca i kawy, groźne szkwały i o wiele mniej lubiana flauta. I to wszechobecne kołysanie, które tak właściwie czuje się dopiero po zejściu na ląd - kiedy zamykasz oczy i wiesz, że dla twego błędnika rejs się jeszcze nie skończył. Z czasem fantastyczne doznania!

Lekcja 2: porządek jest dużo ważniejszy, niż się wydaje. 

Jak zmieścić się w tak niewielkiej przestrzeni i nie dać się zwariować? Wystarczy trzymać porządek, w czym pomagają poukrywane w każdym miejscu jachtu półki, szuflady i schowki. Przemytnicy walczący z czujnością celników na polsko-ukraińskiej granicy powinni się uczyć od konstruktorów jachtów. Możliwe zresztą, że tak się stało. Podejrzanie duża część ze schowków na jachcie przystosowanych jest do przechowywania butelek. To zapewne charakterystyka jachtów wakacyjnych, ale przy poważnych przechyłach, jest to nie do przecenienia.

Dzięki temu w kajucie można wykonywać tak skomplikowane czynności, jak na przykład gotowanie.

Lekcja 3: na morzu można, a nawet trzeba się lubić

8 osób zamkniętych na niewielkiej przestrzeni. Pewnie łatwo o konflikt, zimną a nawet gorącą wojnę. Otóż nie! Nam się udało przeżyć. Może to morze? Duża przestrzeń wokół bywa kojąca nawet dla tych bardziej nerwowych, a piękna pogoda i widoki na pewno pomagają. Nie wiemy, jakby to było na Bałtyku - tam podobno pogoda bywa trochę bardziej kapryśna. Ale wtedy pewnie choroba morska nie zostawia czasu na tak prozaiczne rzeczy jak kłótnie. Popatrzcie tylko, jak byliśmy szczęśliwi na otwartym morzu. 
Nie wiemy, czy tak samo polubilibyśmy się w innych okolicznościach przyrody, ale optymistycznie zakładamy, że właśnie tak by się stało. 

Lekcja 4: Inna dziewczyna w każdym porcie

No dobra, w naszym przypadku tak nie było. Ale były porty, codziennie odwiedzaliśmy przynajmniej jeden, widzieliśmy je z innej, już nie szczurzo-lądowej, czy też łagodniej, turystyczno-pieszej perspektywy. I choć spaliśmy na łodzi, staraliśmy się korzystać z szans poznania miejsc, do których pewnie samochodem nie udałoby się nam dojechać. Na zdjęciu na przykład zachód słońca widziany z przystani na wyspach Kornaty - tam dopłynąć można tylko jachtem, w żadnym wypadku Lanosem. 

A jeśli w każdym z portów nie ma się rezydującej dziewczyny, zawsze pozostają nie mniej ważne prysznice i restauracje. Higiena i zapas prowiantu na pokładzie są w absolutnie dobrym tonie.

Lekcja 5: Rejs to karuzela emocji. 

Strach, radość, zmęczenie, poczucie ulgi, szczęście, radość, szczęście. To wszystko czeka nas na łodzi. Popatrzcie tylko na naszego przyjaciela Szymona. Ileż emocji w jego żeglowaniu! Ileż różnych sytuacji, ile postaw. A to tylko 6 dni na morzu. 

Jest nadzieja...

Załamania...

Zwątpienie...
Radość mimo odwodnienia.

Lekcja 6: Każdy może polubić szanty (albo przynajmniej nauczyć się je akceptować). 

Wierzcie nam. Trudno o większych sceptyków tego rodzaju muzyki, niż nasza blogowa załoga. Ale na morzu, kiedy wszystko lubimy bardziej, po raz kolejny powtarzane refreny o morskich podróżach i awanturach w tawernach, wydały nam się co najmniej na miejscu. A wieczorami...

Przyznajemy się. Śpiewaliśmy. Każdego wieczora coraz bardziej.

Horacy kłamał. Jeśli żeglowanie nas nie zmieniło, to na pewno czegoś nas nauczyło. I trochę pochłonęło, bo połowa tego bloga zrobiła właśnie patent żeglarski. Dlatego, weź jedź. Ale jeśli możesz, Weź Żagle Staw.

PS. Za zdjęcia dziękujemy niezawodnemu Kubie Kasperkiewiczowi. Funkcja okrętowego fotografa bywa kosztowna, trudno znaleźć się na jakimś zdjęciu.

Prześlij komentarz