Road trip #3: Kraje nadbałtyckie - Dzień 7 (Ryga, wieża i łotewska Szwajcaria)

sobota, 6 maja 2017
data:post.title
Ryga spełniła nasze oczekiwania, może nawet w nadmiarze. Dlatego, po cudownym dniu w stolicy Łotwy, kiedy dowiedzieliśmy się, że niedaleko znajduje się region nazywany "Łotewską Szwajcarią" nie wahaliśmy się ani przez chwilę. Wrażenia, powiedzmy dość łagodnie, mieszane.


Ryga, ach Ryga. Hanza zrobiła dobrą robotę, tak dobrą, że nawet sowieci nie dali rady "urealnić" tej architektury (a wierzcie nam, próbowali).


Ryga jest inna od Tallina. Bardzo majestatyczna, rozległa, niektórzy powiedzieliby, że nawet troszkę przytłaczająca w stosunku do stolicy Estonii (prawie dwa razy więcej mieszkańców robi swoje).

Ale przy okazji jest też urocza, może dzięki parkom, które pięknie równoważą się ze wspomnianą majestatycznością.


Podobnie rzecz ma się z ryskimi kanałami, przepływającymi przez starówkę. Są zielone i urocze, a gdzieś tam po drugiej stronie starego miasta przepływa ogromna Dźwina.


Ryga to miasto tętniące życiem, także nocnym, pełne fantazji, pewnie znacznie bardziej niż spokojny, niemal skandynawski Tallin. Znajdziemy tu wszystko, żeby spędzić dobrze czas. W samym centrum nie liczmy jednak na inne zakupy, niż pamiątki (co akurat niektórych cieszy) – wszystko tu nastawione jest na turystów, którzy tłumnie zjeżdżają do tej bałtyckiej perły. Grupy na seagwayach, rowerach, autobusach bez dachu i tych na prąd krążą po starówce niestrudzenie.


Jest też wieża telewizyjna. O tym, jakie wrażenie zrobiła na nas ta w Tallinie, pisaliśmy tutaj (weź kliknij, jeśli nie pamiętasz, albo – o zgrozo: nie czytałeś/aś). Ta w Rydze jest wyższa, ma 380 metrów i jest najwyższą wieżą w całej Unii Europejskiej (na serio!).


Kiedy się o tym dowiedzieliśmy, pobiegliśmy z wywieszonymi jęzorami. O dziwo na wejściu zauważyliśmy, że nie jest to miejsce wyjątkowo mocno oblegane przez turystów. Po wjeździe na górę dowiedzieliśmy się, dlaczego.


Po pierwsze, mimo że wieża jest wyższa od tej w Tallinie, to wjeżdża się tutaj tylko na wysokość 98 metrów (w Tallinie: 180 metrów). Po drugie, na górze, na platformie widokowej czas jakby się zatrzymał. Nikt nie próbował tutaj zrobić żadnego remontu, o umyciu okien nie wspominając. O ile pod tallińską wieżę znajduje się wystawa "Życie w czasach ZSRR", tutaj czas stanął w miejscu 40 lat temu i takie muzeum jest zbędne. I tak stoi sobie wieża, odwiedzana sporadycznie przez turystów. Nawet fajna, ale w porównaniu z nowoczesną ekspozycją na wieży w Tallinie i innymi rozrywkami, których tam uświadczyliśmy, tutaj można po prostu wjechać, zobaczyć i zjechać. Przechwalanie się tonami betonu, zużytego na budowę tego miejsca jakoś nie zrobiło na nas wrażenia. Jeszcze cena – 3,7 euro, znacznie mniej niż w Tallinie, ale akurat tam nie żałowaliśmy wydanych pieniędzy.


W końcu opuściliśmy Rygę, choć zawiedzeni wieżą, to zachwyceni całokształtem miasta. Przed wyjazdem na Litwę, postanowiliśmy jeszcze zobaczyć wspomnianą we wstępie "Łotewską Szwajcarię". Ostatnio mieliśmy przyjemność odwiedzić Czeską Szwajcarię i byliśmy zachwyceni, więc co się mogło nie udać?


Ano mogło. Jeśli żyjemy w kraju, w którym góry są raczej powszechne a ich wysokość oscyluje przeważnie w okolicach 1000 metrów, jeśli nie wyżej, to moglibyśmy się spodziewać, że jednak na zupełnie płaskiej Łotwie może dojść do dość prostego przerysowania. Otóż region, w którym jakimś cudem pojawiło się kilka pofałdowań, łatwo mógł zostać nazwany tamtejszą Szwajcarią i my to rozumiemy. W każdym razie rozumiemy teraz, przez pryzmat Łotyszy. Mają ot, kilka pagórków i postanowili je wykorzystać w stu procentach.


Popatrzmy na przykład na największą jaskinię w krajach nadbałtyckich, szumnie reklamowaną we wszystkich folderach w regionie Sigulda i w przewodnikach każdej maści. Pojechaliśmy, a jakże. Oto jaskinia.


Żeby nie było, tu nic nie czai się za zakrętem. W zasadzie widać całość, od zdjęć w ulotkach turystycznych nasze różni to, że brak na nim zaciemnionego wnętrza, dającego złudne wrażenie głębi. Nie jaskinia a jaskińka... Taka jama raczej. I tak jest ze wszystkim. To nie jest bezpośredni przytyk do regionu Sigulda. Tam faktycznie jest pięknie. Po prostu nie należy się spodziewać fajerwerków, górskich wycieczek, włączonej poza sezonem kolejki górskiej, czy głębokich jaskiń. Ktoś dobrze wykorzystuje ten teren marketingowo i ktoś zapewne będzie się tam bawił dobrze, co nie znaczy, że byliśmy to my.


W każdym razie – Łotwo, choć byliśmy tu krótko, to i tak Cię polubiliśmy. I nie miej nam za złe, że poświęciliśmy Ci tak mało czasu. Może jeszcze będzie szansa...

Prześlij komentarz