Road trip #3: Kraje nadbałtyckie - Dzień 5 (Lahemaa, Hiuma i sauna w środku lasu)

środa, 3 maja 2017
data:post.title
Park Narodowy Lahemaa to przede wszystkim siła spokoju. Bałtyk, plaże, torfowiska, idealne na rower trasy. Wyjeżdżając żałowaliśmy, że nie mogliśmy zostać na dłużej. Ale później przepłynęliśmy na wyspę Hiuma. Tam czekały na nas: Bałtyk, plaże, torfowiska i idealne na rower trasy. Taki mieliśmy dzień w Estonii – nieskalany cywilizacją.


Park Narodowy Lahemaa przywitaliśmy poranną wycieczką rowerową. Dwugodzinna przebieżka pozwoliła nam przyjrzeć się bliżej mokradłom, zobaczyć jak żyje się w tak cudnym miejscu, przejść na najdalej wysunięty na północ cypel.


Lahemaa jest piękna, a jako że znajduje się blisko Tallina, można by się spodziewać tłumów turystów i amatorów dzikiej przyrody. Nic bardziej błędnego. Z jakiegoś powodu jest puściutko, cicho i spokojnie. Z ogromnym uczuciem niedosytu musieliśmy wyjechać, bo czekał na nas nocleg na wyspie Hiuma. Po ponad godzinnej przeprawie promowej okazało się, że w zasadzie nic nie straciliśmy. Hiuma to piękna, prawie niezamieszkana wyspa, na której łatwiej od samochodu spotkać dzikie zwierzę.


Po kilku godzinach na wyspie okazało się zresztą, że nie mamy pojęcia, gdzie znajduje nasz nocleg, a kiedy zadzwoniliśmy do pani, która miała wynająć nam domek, okazało się, że ani nasz, ani jej rosyjski nie jest na tyle dobry, żeby wymienić uprzejmości, a co dopiero żeby ustalić koordynaty położenia domu. Na szczęście, gdzieś w środku lasu, na najdalej wysuniętym na zachód cyplu, udało nam się (cud!) spotkać dwóch Estów, którzy znali angielski. Przy ich pomocy dowiedzieliśmy się, że nasz domek nie jest wcale na zachodzie, tylko w samym sercu wyspy. Niby powinniśmy się wkurzyć, ale dzięki temu zagubieniu zobaczyliśmy to:


I to:


I jeszcze to:


W końcu znaleźliśmy nasz domek. Bez wifi i pościeli, za to z trzema paleniskami i własną sauną. Czego chcieć więcej? No może jednak chociaż pościel. W każdym razie tak wyglądał nasz domek: 


 A tak sauna:


Dzień postanowiliśmy po raz kolejny pożegnać nad morzem. 12 kilometrów od domku, na zachodnim wybrzeżu wyspy Hiuma znaleźliśmy kolejny cypelek, który na mapie wyglądał na godny uwagi.  Jak widać, po raz kolejny nie zawiedliśmy się.



I tutaj chce się po raz kolejny zadać pytanie: jak tu nie lubić Estonii? Tym bardziej, że po zachodzie słońca nad morzem i krótkiej wycieczce rowerowej, dzień skończyliśmy we wspomnianej saunie. Jutro opuszczamy Estonię, już tęsknimy.


Prześlij komentarz