Road trip #3: Kraje nadbałtyckie - Dzień 4 (Tallin z różnych perspektyw i zachód słońca w parku narodowym Lahemaa)

środa, 3 maja 2017
data:post.title
Drugi dzień w Tallinie to szansa na upewnienie się w naszym zachwycie. Kiedy wyjechaliśmy, nie płakaliśmy jednak długo, bo czekał na nas przepiękny zachód słońca w Parku Narodowym Lahemaa i domek nad samym Bałtykiem.


Tym razem postanowiliśmy zobaczyć, co kryje się w nieco bardziej odległych od starówki miejscach Tallina. Wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy nadmorską trasą chyba najdalej jak się dało, a więc do wieży telewizyjnej. Trasę zaczęliśmy w tallińskim porcie, natykając się na najdziwniejszy budynek w mieście -  Linnahal.

To postsowieckie paskudztwo trudno objąć fotografią. Na zdjęciu widać część bezpośrednio przylegającą do morza. Linnahal to obiekt wybudowany przy okazji olimpiady w Moskwie - w Tallinie odbywały regaty żeglarskie, co sprawiło, że to właśnie tutaj komuniści postanowili wybudować ten "skarb" architektury, który dzisiaj trzyma się tak:


Obiekt jest ogromny, właściwie nie do sfotografowania, musicie nam wierzyć na słowo - wygląda jak skrzyżowanie zikkuratu i lądowiska dla krążowników Imperium Galaktycznego. Linnahal to żywy dowód na to, że Sowieci w każdym mieście potrafili wybudować coś idiotycznego. Swoiście urzeczeni sowiecką architekturą, postanowiliśmy rowerami wybrać się na obrzeża Tallina, do wieży telewizyjnej, najwyższego budynku w Estonii. Droga wiedzie w większości po wyznaczonych ścieżkach rowerowych nad morzem, które czasem prowadzą przez plażę, co widać na załączonym obrazku:

W końcu, po ok. 10 kilometrów jazdy (bez żadnych przewyższeń) docieramy do zniszczonego klasztoru, przy którym warto się na chwilę zatrzymać.


Jadąc ciągle do naszego celu, a więc wieży telewizyjnej mijamy przy okazji wyjątkowo piękne okoliczności przyrody.

W końcu dojechaliśmy do Tallina Teletorn. To najwyższy budynek w całej Estonii, ma 314 metrów.


Turyści mogą wjechać na wysokość 175 metrów i stamtąd zobaczyć panoramę okolicy. Jest też możliwość spaceru po odkrytym tarasie wieży, w asyście obsługi i specjalnych uprzęży. Koszt takiego spaceru to 10 euro (tyle samo co wjazd na wieżę), ale warto poczuć na chwilkę wiatr we włosach (Jeśli akurat posiadamy. To znaczy włosy, wiatr na tej wysokości jest zawsze).


Niech ten widok będzie naszym pożegnaniem z pięknym Tallinem. Czas jechać dalej, tym razem do Parku Narodowego Lahemaa. To co zobaczyliśmy tutaj, szybko otarło nam symboliczne łzy, które pojawiły się podczas opuszczania stolicy Estonii. Czekał nas nocleg w małym domku na półwyspie przy Bałtyku, jak się okazuje, 500 metrów od samego morza. Dlatego dzień pożegnaliśmy tak:



 I jak tu nie lubić Estonii?

Prześlij komentarz