Road trip #3: Kraje nadbałtyckie - Dzień 1 (Długa droga, Kowno i Góra Krzyży)

niedziela, 30 kwietnia 2017
data:post.title
Stało się, po raz pierwszy w naszej krótkiej karierze blogerów podróżniczych postanowiliśmy zmienić nieco kierunek wypraw i tym razem wybrać się nie na południe, gdzieś tam na Bałkany, ale w kierunku nieco odmiennym. W kilka dni chcemy zobaczyć Litwę, Łotwę i Estonię, nazywaną przez nas czasami pieszczotliwie Inflantami.


Relacja z pierwszego dnia będzie równie ekspresowa jak nasz podróż. Postanowiliśmy bowiem przejechać jak najszybciej z południa Polski do estońskiego Tartu. Musieliśmy być w Tartu w niedzielę o godzinę 11:00, większość soboty, zarówno w dzień i w nocy, spędziliśmy więc w naszym środku transportu. I tutaj też nowość. Zamiast starego, poczciwego, doświadczonego Lanosa, tym razem pojechaliśmy luksusowym, przestronnym Multivanem T4. Jedzie się świetnie, choć przyznajmy - Lanos szybszy.

Po drodze tylko trochę liznęliśmy okolicy.  Wypiliśmy kawę w Kownie, zobaczyliśmy Górę Krzyży na północy Litwy, zobaczyliśmy absolutnie nieurocze miasteczka Valka i Valga. Pewnie kiedyś były jednym miastem, ale granica pomiędzy Łotwą a Estonią skutecznie je rozdzieliła.

Kowno (Kaunas). Niby małe, urokliwe miasteczko, a jednak ma ponad 400 tysięcy mieszkańców.

Góra Krzyży, niedaleko miasta Szewle (Šiauliai).
200 tysięcy krzyży, które z jakiegoś (podobno spontanicznego) powodu były umieszczane w szczerym polu, niedaleko granicy litewsko - łotewskiej.

Tak długa trasa daje się we znaki, choć trzeba przyznać, że w krajach nadbałtyckich nie napotkamy trudnych do pokonania serpentyn (do tego potrzebne są góry, a ich tutaj nie uświadczymy).

Mamy nadzieję, że będziecie z nami przez najbliższe kilka dni, Postaramy się pisać na bieżąco, o ile zdrowie i wifi pozwoli. Już w niedzielę planujemy wziąć udział w pewnym niezwykłym wydarzeniu w Tartu, później pewnie będziemy dochodzili do siebie.

I jeszcze trasa, jaką musieliśmy pokonać, żeby dotrzeć do Tartu. Jak widać, roboty drogowe są tutaj znacznie częstsze, niż dzika zwierzyna na drogach.

Prześlij komentarz