5 zachwytów Słowenią, czyli najciekawsze naszym zdaniem miejsca w Słowenii

wtorek, 25 kwietnia 2017
data:post.title
Jeśli zwykle przejeżdżasz przez Słowenię autostradą, jadąc do bardziej południowych krajów byłej Jugosławii, następnym razem napraw ten błąd. Zatrzymaj się w Słowenii, doceń stolicę, prowincję, piękne góry, zamki i doliny. Weź Jedź, najlepiej drogami lokalnymi.


1. Lublana
Wśród wszystkich stolic, które możemy zobaczyć na Bałkanach, wyróżnia się właśnie Lublana. Nikt tu nigdy nie zniszczył połowy miasta, trzęsienia ziemi obchodziły się z nią wyjątkowo łagodnie, wojna w byłej Jugosławii też nie wyrządziła dużych szkód. Ot, ładne, urocze, habsburskie miasto, w dodatku niewielkie.
Lublana, jak przystało na niewielką, ćwierćmilionową stolicę, nie przytłacza ogromem budynków, nie ma też tutaj ogromnej ilości pomników, które mają za zadanie udowodnić światu, że Słoweńcy to naród największy z istniejących (tak jest na przykład w macedońskim Skopje, ale o tym kiedy indziej.) Ot, ładne, urocze, chyba czasem nieco senne miasto. Aż chciałoby się zamieszkać.
Lublanica - rzeka przepływająca przez stolicę Słowenii jest równie urocza, co same miasto. W dodatku pragmatyczni Słoweńcy potrafili wykorzystać jej uroki, przez co jej koryto wpisuje się w krajobraz stolicy. Słoweńcy mogli inspirować się Wenecją, do której mają bliżej, niż na przykład do Wiednia, przynajmniej geograficznie. Lublanicą możemy popływać (statkiem, nie wpław, aż tak dobrze nie jest), albo po prostu wypić nad nią kawę - dobrych miejsc nie brakuje.
Jeśli chcesz spędzić kilka godzin, albo dni, pijąc powoli kawę w jednym z ogródków nad zielonkawą Lubljanicą, Weź Jedź do Lublany - na pewno nie zmarnujesz tego czasu. A jeśli zmarnujesz, to będzie to czas pięknie zmarnowany.

2. Logarska Dolina
Wiele w Słowenii pięknych miejsc, ale aż tak zapadających w pamięć obrazów, jak na zdjęciu, próżno szukać gdzie indziej. To Logarska Dolina, leżąca na północy kraju. Dolina, wbijająca się 7 kilometrów w głąb Alp Kamnicko-Sawińskich, to nie tylko krajobrazy, które frazę"czapki z głów dla przyrody" czynią wyjątkowo często powtarzaną mantrą.
To także absolutna cisza i spokój, krystalicznie czyste powietrze i niemniej czyste górskie potoki, które aż proszą się, żeby choć na chwilę zamoczyć w nich nogi. I choć temperatura wody, jak przystało na wysokogórskie potoki być może nie zachwyca, to pewnie znajdą się śmiałkowie, którzy zdecydują się na zdobycie odznaki "letni mors". Jeśli nie, nic się nie stanie. Zawsze można siąść na brzegu i po prostu posłuchać szumu wody, spotykając przy tym znacznie mniej ludzi, niż niedźwiedzi. 
Zwieńczeniem Doliny Logarskiej jest wodospad Rinka, drugi najwyższy w Słowenii (boimy się myśleć, jak wygląda ten najwyższy). Dla uzmysłowienia Wam, jak duży jest to wodospad, wybraliśmy największego bydlaka z naszej ekipy i zrobiliśmy zdjęcie, który uzmysławia, że nie ma człowieka nad naturę.
Obok wodospadu, na znacznej wysokości znajduje się kawiarnia zawieszona na skale - Orle Gniazdo. To kolejna dobra kawa, którą można wypić w Słowenii w pięknych okolicznościach przyrody.

3. Predjama - zamek w jaskini
Lubimy zamki trudne do zdobycia. Akurat ten zdobyć można tylko turystycznie, za odpowiednią ilość euro. Przyznać trzeba, że Predjama robi wrażenie, pewnie przestrach musieli odczuwać też żołdacy, którzy próbowali go zdobyć w wiekach dawnych. Łatwo nie było, bo w XV wieku zamkiem rządził Erazm Lueger. Ów Eramz był trochę rycerzem, a trochę zbójcą. Łupił sobie bogatych, wkurzał wasali, ot, taki Robin Hood, tylko że zamiast lasu miał do dyspozycji wyjątkowo świetny do obrony zamek. Co więcej, Erazm jako jedyny znał tajemne przejścia w jaskiniach pod zamkiem, co sprawiło, że mógł wkurzać wasali jeszcze bardziej, przynosząc pod osłoną nocy do obozów oblegających wojsk prezenty. Niestety, jak to w historii bywa, ktoś zdradził Erazma, wyznając wojskom cesarskim, kiedy ten zwykł chodzić do toalety, a przyznać trzeba, że regularnego wypróżniania Erazm pilnował wyjątkowo mocno. Wtedy to wojska cesarskie namierzając zamkowy szalet, wystrzeliły w jego kierunku wszystkimi działami. Erazm zginął śmiercią tragiczną, w toalecie. Jest i morał tej historii: regularny tryb życia nie zawsze popłaca.

4. Alpy Julijskie
Są tacy, którzy porównują Słowenię do Austrii, co znacznie ułatwiają Alpy znajdujące się na terenie tego niewielkiego słowiańskiego państewka. Alp Julijskich, w dodatku zachwycających, nie zdobyliśmy co prawda podczas długiej, wyczerpującej wyprawy pieszej. Ale spokojnie - jazda samochodem przez te majestatyczne góry bywa równie długa i tylko trochę mniej wyczerpująca.
Skalne szczyty, górskie jeziora - czego więcej chcieć od życia? Sceptycy powiedzieliby, że przecież bliżej są Tatry. Są, w dodatku nie mamy ambicji Tatrom nic odejmować, ale dlaczego mielibyśmy się nie otworzyć na nowe doznania? Inna sprawa, że najwyższej przełęczy w Tatrach nie pokonamy wysłużonym Lanosem, a przez Alpy Julijskie mogliśmy przejechać, żeby choć trochę wykorzystać krótki czas, który mieliśmy w Słowenii.
To zdjęcie jest objawem braku profesjonalizmu mniejszej połowy naszego bloga. Z jakiegoś niewyjaśnionego do dzisiaj powodu, podczas naszej wizyty w Słowenii tylko jeden z nas miał dobry, wysłużony marokański kubrak. Nie mogliśmy sobie jednak darować - przy takich widokach trzeba się zatrzymać i podumać.

5. Prowincja, ach prowincja
Cóż tu napisać... Prowincjonalne wioski i miasteczka Słowenii są tak samo urocze, jak omijane przez wspomnianą autostradę. To właśnie one zyskają najwięcej, jeśli postanowicie zrezygnować z opłat drogowych, jadąc powoli drogami lokalnymi. Będzie dłużej, ale o ileż piękniej!

Kościółki, urocze domki, niewielkie wioski i miasteczka. Przyroda, mili ludzie i świetna kuchnia. Wracając do wspomnianych porównań Słowenii z Austrią: wyobraźcie sobie alpejskie krajobrazy i sielankę, nie przerywaną twardym językiem niemieckim. My wierzymy, że słowo "hvala" brzmi lepiej niż "danke!"

To tylko 5 wybranych przez nas miejsc, które zachwyciły nas w Słowenii. Jest ich znacznie więcej. Uwierz nam i Weź Jedź!

Prześlij komentarz