Była Jugosławia: siedem państw w siedem dni

wtorek, 18 października 2016
data:post.title
Kraj na tyle zróżnicowany, że po rozpadzie na siedem różnych państw, każde ma co innego do zaoferowania. Kraj na tyle ciekawy, że niemal w każdym zakamarku jest coś, co warto zobaczyć. My mieliśmy tylko tydzień i choć było ciężko, to daliśmy radę. Zapraszamy na krótką podróż po Bałkanach, a dokładnie po siedmiu państwach byłej Jugosławii. Weź Jedź, to możliwe - w tydzień można przeżyć naprawdę dużo.

Dzień 1: Słowenia
Błyskawiczny, nocny przejazd na trasie Kraków-Maribor, niesamowita trasa przez Dolinę Logarską, przejazd przez Alpy Julijskie a na koniec urokliwa Lublana. Maribor jest uroczy, Dolina Logarska majestatyczna, Alpy Julijskie dziko piękne. Lublana to z kolei raczej niewielka, spokojna i urokliwa stolica, perła w koronie słoweńskich atrakcji. Miasto nas zachwyciło na tyle, że żal było wyjeżdżać, ale przed nami Chorwacja.

Dzień 2: Chorwacja
Akurat kraj nad Adriatykiem nie przyjął nas zbyt przyjaźnie. Po noclegu w Szybeniku, postanowiliśmy udać się na krótkie zwiedzanie miasta, co zakończyło się porwaniem naszego samochodu przez chorwacką policję. Okazało się, że kombinacja odrobinę nielegalnego parkowania i polskie tablice rejestracyjne nie są zbyt łaskawe dla portfela podróżnika. Bezlitośnie straciliśmy 550 kun, a na cześć Szybeniku i chorwackich funkcjonariuszy powstała nawet piosenka. (Ci drudzy byli w tekście nazywani Czetnikami - licentia poetica nam na to pozwoliła). Później już lepiej - Split, szybka kawka w Makarskiej i wieczorne zwiedzanie Dubrownika (Ileż tam schodów!). Późno w nocy udaje nam się dotrzeć do Czarnogóry.

Dzień 3: Czarnogóra
Dzień trzeci zaczyna się ogromnym zachwytem. Budzimy się w czarnogórskim Kotorze, mieście niesamowitym, dzięki swoim murom wręcz abstrakcyjnym, przepięknym i bardzo gościnnym. Od rana spotykają nas cudne rzeczy. Najpierw śniadanie w postaci ogromnego steka w najlepszej rzeźnio-stekowni w tej części Bałkanów, później wspinanie się na wysokie mury nad miastem (schody w Dubrowniku przestają wydawać się straszne), później kawka na starym mieście. Niestety, właśnie w Kotorze poczuliśmy presję czasu i po południu musieliśmy udać się dalej. Tam nie było już tak pięknie - trasa z Kotoru do Cetynii faktycznie należy do jednej z najtrudniejszych w Europie (i wcale nie jest to trudność przyjemna), Podgorica do najlepszych stolic Europy zaliczyć się nie może.

Dzień 4: Kosowo
Za to Prisztina, stolica Kosowa, ma w sobie coś nadzwyczajnego. Zapach świeżo zdobytej wolności unosi się tam w powietrzu, ludzie są przyjaźni, sieć komórkowa jest z jakiegoś powodu z Monako, a wszędobylskie ruiny starych zabudowań spotykają się z nowymi pomnikami i nielicznymi budynkami, które dają nadzieję, że Kosowo jest w stanie się odbudować.
Prawie cały dzień w stolicy Kosowa był bardzo ożywczym momentem tej wycieczki, więc z ochotą ruszyliśmy dalej, zatrzymując się jeszcze w klasycznie już pięknej miejscowości Prizren, znajdującego się już nieopodal granicy z Macedonią.

Dzień 5: Macedonia
Piąty dzień to chyba największe zaskoczenie wyjazdu - absurdalnie ciekawa Macedonia. O powodach tej ciekawości, lunaparku marmurowych rzeźb, megalomanii i pięknych krajobrazach na pewno napiszemy szerzej. Macedonia to przede wszystkim Skopje (największa stolica ze wszystkich, zamieszkała przez największych ludzi, filozofów, przywódców i poetów, twórców alfabetu i władców wszystkich krain) i kanion Matka, niedaleko macedońskiej stolicy, w którym można by nakręcić niejedną scenę do Władcy Pierścieni, nie wydając majątku na bilety do Nowej Zelandii. Na wycieczkę nad Jezioro Ochrydzkie (podobno punkt obowiązkowy każdej wycieczki po Macedonii) nie starczyło nam już niestety czasu.

Dzień 6: Serbia
Serbii liznęliśmy już trochę na wcześniejszych wycieczkach. Tym razem pojechaliśmy na południe, a przez to, że spędziliśmy więcej czasu niż na początku planowaliśmy w Macedonii (tych pomników w Skopje było naprawdę dużo), musieliśmy ograniczyć swoje wysokie oczekiwania. Mimo to serbskie góry były piękne, a grill typu leskovacko (opalany drewnem) w miejscowości Leskovac konkurował nawet z czarnogórskim stekiem. Tak czy inaczej czujemy, że Serbia została przez nas potraktowana po macoszemu. Może jeszcze będzie kiedyś okazja. Na pewno będzie, skoro przez Serbię przechodzą główne szlaki komunikacyjne na południe, a trochę miejsc do odwiedzenia na Bałkanach jeszcze nam zostało.

Dzień 7: Bośnia i Hercegowina
Bośnia i Hercegowina, to chyba ulubiony kraj większej połowy naszego bloga. Nie tylko dlatego, że palić można wszędzie, nawet na stacjach benzynowych, że w każdej cukierni dostępne są obłędne, orientalne desery,  że miejsce jest tak przesycone historią, że można ją spijać jak turecką kawę parzoną tam po mistrzowsku. Bośnia ma to coś, to coś niesamowitego, bolesnego, szalonego. Smutna jest Srebrenica, bo przecież smutna być musi, niesamowity jest Visigrad, miasto zbudowane przez Kusturicę, szalone jest Sarajewo, bo chyba trudno o tak zniszczone miasto, z tak dużą dozą optymizmu.

Bośnia to niestety ostatni etap naszej krótkiej, bezsennej i nasyconej wrażeniami wycieczki. Zrozumieliśmy, że tydzień to czas, który wystarczył na zakochanie się i gorliwy choć krótki romans z Bałkanami. I na to, żeby dowiedzieć się gdzie chcemy wrócić. A lista takich miejsc na Bałkanach okazuje się wyjątkowo długa.

Hajde na jug! (tłum. Weź Jedź na południe!)

Prześlij komentarz