Pivovar Štramberk w cieniu miasta

czwartek, 17 marca 2016
data:post.title
MESTSKY PIVOVAR ŠTRAMBERK
Następnym przystankiem na naszym piwnym szlaku, zaraz po opuszczeniu z ciężkim sercem Browary Hukvaldy (którego hagiografię możecie przeczytać TUTAJ) był miejski browar w Sztramberku. Tutaj także zabolały nas serca, tym razem złamane bezwzględnie przez zastane realia. Niczym nastolatki po pomyleniu sagi "Zmierzch" z "50 twarzami Greya", mamy tę bolesną świadomość, że wiek niewinności minął, a wampir to zawsze wampir nie ważne jakie garnitury nosi. Inaczej mówiąc - jako ewidentnie oczytane erudyty wiemy, że po Hukvaldach żaden browar nie będzie już taki sam. Na to jednak co zastaliśmy w bajkowo uroczym miasteczku na szczycie malowniczego wzgórza nie byliśmy gotowi. Sztramberkski minibrowar, choć znajduje się w pięknym miejscu, nie uwodzi ani swojskością, ani doskonałością. To browar, który działa głównie dla turystów, a więc droższy, bardziej komercyjny i jakiś taki bez duszy... Swoją drogą nic dziwnego, że przywodzi skojarzenia z takimi arcydziełami lilteratury.
Browar w Sztramberku znajduje się na samym rynku, w zabytkowej kamienicy, a uroki małomiasteczkowego życia na Morawach można podziwiać z ogródka przed browarem. A jest co podziwiać. Miasteczko z bogatą średniowieczną historią i wieżą której nie powstydziłby się żaden sługa złego.

Gdy już nam jednak od tej całej wspaniałości zaschnie w gardle (w czym pomaga niewątpliwie wspinaczka, fundowana przez starą urbanistyczną regułę - miasteczka na wzgórzach mają parkingów tyle co Titanic szalup) warto pomyśleć o browarze. Niestety, mimo wyszukanych grafik reklamujących piwo rzekomo "zawsze w sprzedaży", nie dane nam go było spróbować - "skończyło się, i co nam pan zrobi", zdawał się mówić kelner. Spróbowaliśmy drugiego z tej samej firmy, ciemnego Vallasky'ego, odczucia, delikatnie mówiąc, średnie. 


Ten widok rekompensuje sporo, choć my - z apetytami rozbudzonymi niedawnymi doświadczeniami - oczekiwaliśmy znacznie więcej. Rozumiemy, że nie w każdym browarze będziemy mogli pogadać z obsługą/właścicielem i dowiedzieć się czegoś o funkcjonowaniu tego przybytku. Ale pewne minimum powinno jednak być spełnione. Nie mówimy tu nawet o uśmiechu i życzliwym przywitaniu, o czekaniu na obsłużenie przy barze przez bite 25 minut, czy nawet o przyniesieniu piwa do stolika. Ale, na wszystkie czeskie bóstwa (w świeckich krajach pomstowanie do nieba pomaga średnio), niech w sprzedaży będą przynajmniej flagowe piwa!

Kogo zaprosilibyśmy do Stramberskiego browaru? Zaprawionego alpinistę, któremu niestraszne są strome podejścia, widok ze szczytu rekompensuje wszelkie niedogodności, a który zawsze jest gotowy na niespodziewane i ma przy sobie własne zapasy. Miejmy nadzieje, że się podzieli.

Może po prostu trafiliśmy tutaj w zły dzień, ostatecznie było jeszcze przed sezonem, a mimo to wyjątkowo udana pogoda przyciągnęła na szczyt wzgórza licznych turystów. Popyt pochłonął całą podaż, po czym rozsiadł się na tarasie i zasłonił promienie słońca. Dla nas jednak ta sytuacja to przestroga. Mamy poważne obawy, że w sezonie trzeba by było zaparkować kilka ładnych kilometrów dalej, w kolejce postać dłużej a muchy w nosach wycieńczonej zalewem turystów obsługi z pewnością będą większe. Zatem szczerze odradzamy. Zdecydowanie lepiej Weź jedź! Do pobliskich Hukvaldow.

Jeśli mimo wszystko uznasz, że do browaru Sztramberku Weźmiesz i Pojedziesz, śpieszymy podać adres: 
Náměstí č.p.5
Štramberk

Prześlij komentarz