Miasta Rumunii: Sybin

niedziela, 6 marca 2016
data:post.title
Mówi się, że Sybin był najważniejszym z siedmiu miast tworzących historyczny Siedmiogród. Projekt kolonizacyjny węgierskiego króla Gejzy II, który akurat zbierał środki na wojnę z kim-tylko-się-dało, zakładał, że sprowadzi niemieckich osadników, osiedli ich zgodnie ze wszystkimi zasadami znanymi z Settlers 2 i pieniądze popłyną strumieniem szerokim jak Dunaj. W katalogu nie reklamowano wtedy jeszcze przyszłego hitu eksportowego - mężczyzny o brodzie godnej drwala i w białym płaszczu z czarnym krzyżem, toteż akcja osadnicza udała się jak złoto. W rezultacie powstało siedem miast, które uznawano za najbardziej na wschód wysunięte ośrodki kultury zachodu. Sybin, przez Niemców zwany Hermannstadtem, łączy w sobie ład przyniesiony przez założycieli i dzikość miejscowej przyrody. 
Tą dwoistość doskonale widać nocą. Pięknie jest wtedy w Siedmiogrodzie, pięknie i nieco groźnie. Patrząc na księżyc i mrok okalający miasto, nie dziwisz się już, że właśnie ten region dorobił się niezbyt pochlebnej, horrorowej sławy.
Horrorowe klimaty przypominają nam się, kiedy spacerujemy starymi i mrocznymi uliczkami miasta. Noc i błądzenie po mieście (a łatwo i warto tutaj zabłądzić), pozostało w naszej pamięci na długo. Ale Sybin w ciągu dnia to już zupełnie inne miasto, pogodne, przepiękne i otwarte na turystów.
Sybiński rynek, a właściwie jeden z rynków. Ta kałuża po środku to tak naprawdę fontanna, ot, taka minimalistyczna wersja. A w tle zdecydowanie nieminimalistyczne góry, Fogarasze, na co dzień niewidoczne dla oka nieuzbrojonego w wysoką wieżę i przysłonięte murami kamienic.
Niektórzy twierdzą, że Sybin byłby całkiem niezłą lokacją do którejś z kolejnych odsłon gry Assasin's Creed. Pewnie skakanie po tutejszych dachach mogłoby faktycznie okazać się niezłą rozrywką. Póki co, pozostaje obserwacja analogowej wersji, a jeśli okaże się, że czyta nas Ubisoft, nie pogniewamy się, jeśli dadzą się zainspirować.
Udało nam się zobaczyć Sybin z góry dzięki wejściu na wieżę zegarową w centrum miasta. Co prawda wejście nie należy do najłatwiejszych (kilkaset schodów i wąskie korytarze, w których trzeba się mijać i to nie zawsze z turystami o posturze pierwszoklasistów), ale warto. Tym bardziej, że wejście na wieżę kosztuje równowartość 5 złotych.
Sybin to miasto, jak na Rumunię, dość wyjątkowe. Niewiele tutaj klasycznych "rumuńskich zaniedbań", a dbałość o szczegóły architektoniczne sprawia, że miasto mocno wybija się spośród innych miejscowości, nie tylko Siedmiogrodu, ale całej Rumunii.
Luterański Kościół Najświętszej Marii Panny w Sybinie dominuje nad tą częścią miasta. Sybin to zresztą miasto tak pełne historii, że znaleźliśmy (a jakże!) wątek historyczno-polonijny. Otóż mało kto wie, że kiedyś tam, w okolicach Wiosny Ludów, pod Sybinem miała miejsce ważna bitwa, w której dowodził Józef Bem. Kiedy już Bem, jak to Bem, pokonał Austriaków i opadł pył bitwy, a właściwie znacznie później, bo w 1897 roku, Węgrzy zlecili polskim artystom namalowanie ogromnej panoramy, upamiętniającej ową bitwę. Ogromna "Panorama siedmiogrodzka", bo tak nazywał się obraz (nie bez powodu, był wielkości dokładnie Panoramy racławickiej - ot, takie standardy owych czasów), została wystawiona kilka razy, ale w 1908 roku zaginęła. Jak się okazuje, sprzątnęli ją polscy malarze, którym Węgrzy nie zapłacili za pracę. Jako, że było ich kilku, podzielili się obrazem, tnąc go na kawałki i tyle było z obiecującego dzieła sztuki. Dzisiaj możemy zobaczyć tylko fragmenty, będące żywym dowodem na to, że przysłowie o braterstwie Polaków i Węgrów nie zawsze się sprawdza.
Na tym fragmencie, widać szarżujących na nie-wiadomo-kogo kosynierów, a w tle uwieczniony został właśnie Kościół Najświętszej Maryi Panny w Sybinie. Gdyby Węgrzy płacili bardziej skrupulatnie, a Polacy byli mniej zdeterminowani w ściąganiu swoich należności, dzisiaj moglibyśmy podziwiać cały XIX wieczny Sybin.
Ale nic to, bo na szczęście nikomu nie przyszło do głowy rozwalać samego miasta. Dzisiaj możemy go oglądać w pełnej krasie, mamy wrażenie, że także XIX wiecznej. Do podobnego wrażenia doszła najwidoczniej redakcja Forbesa która uznała Sybin za jeden z najbardziej sielankowych zakątków Europy (szczegóły tutaj). Tym, którzy nie chcą opuścić naszego bloga (kochamy Cię, Czytelniku!) powiemy otwarcie, że wygrała Toskania. Tak się kończą rankingi dla tych, co nie dotarli nigdy do Sighisoary. (My dotarliśmy, przypominamy że Sybin w naszym rankingu najpiękniejszych miast Rumunii zajmuje drugie miejsce, pokonany został właśnie przez Sighisoarę). 
Jeśli zechcesz jednak się osobiście przekonać ile uroku ma w sobie Sybin, a być może także ułatwić sobie rozgrywkę w przyszłe części Assasina (ten fejm, kiedy znasz grę wcześniej, niż znajomi -#zazdrość) nie trać czasu. Weź jedź!

2 komentarze

  1. Piękne miasto ... nie byłam jeszcze , ale jesienią znowu ruszamy całą ekipą do Rumunii i może Sybin będzie okazją do zwiedzenia ??? Pozdrawiam i dziękuję za udostępnione piękne miejsca jakie są w Rumunii ... jeszcze nie odkryte

    OdpowiedzUsuń
  2. Może nie możemy pochwalić się takimi równie pięknymi zdjęciami, ale zapraszamy do poczytania naszych wrażeń o Sybinie plus trochę legend :)
    http://pozabiurem.pl/wszystko-co-pierwsze-w-sybinie

    OdpowiedzUsuń