Miasta Rumunii: Sighisoara

wtorek, 11 października 2016
data:post.title
Od dłuższego czasu mamy przyjemność przedstawiać Wam najpiękniejsze, naszym zdaniem, miasta Rumunii. Prezentowaliśmy już stolicę, pisaliśmy o pięknym transylwańskim Sybinie i Braszowie, ulegliśmy urokowi habsburskiej Oradei i zanurzyliśmy się w pełnej wolności Timisoarze. W tym całym bogactwie i tak wiemy jedno - nie ma w Rumunii ciekawszego, piękniejszego, bardziej ujmującego i tajemniczego miasta niż Sighisoara. Ten aksjomat jest bezdyskusyjny. Nie wierzysz? Weź jedź i zobacz - zdjęcia tego nie oddają, bo oprócz starych murów, wielopoziomowego układu miasta i uroczych, krętych uliczek, Sighisoara ma przede wszystkim niesamowitą atmosferę.


Mury obronne położonego na wyniosłym wzgórzu starego miasta nie podzieliły typowego losu fortyfikacji europejskich miast i nie zostały zburzone. Być może przewidując powstanie klasy średniej, nudy i turystyki, włodarze miasta zdecydowali się zachować mury. Dzięki temu Sighisoara pozostała miastem warownym, a co odważniejsi przybysze mogą pod osłoną nocy i przy niedopuszczalnym naszym zdaniem pogwałceniu przepisów BHP, przenieść nocny spacer na wyższy poziom i przez chwilę poczuć się jak bohater gry Assassins Creed. Mury te będą również nieocenione w trakcie nadchodzącej zombie apokalipsy (kwestia czasu, jak każdej jesieni czujemy, że Al Gore oszukał nas wszystkich, a znany serial nie pozostawia złudzeń, ten nagły spadek temperatur musi coś znaczyć. The winter is coming). Jeśli zabarykadujecie się w Sighisoarze razem z nami i uda nam się przetrwać, ocalimy absolutnie wyjątkowe miasto. A jeśli nas wygryzą, to cóż, zginiemy przynajmniej w najpiękniejszych z możliwych okolicznościach. 


Mury Sighisoary są bez wątpienia bezpieczne, ale są też urokliwe i czarujące a zarazem autentyczne (fani "tu wstaw wybranego nie lubianego wokalistę" bardzo chcieliby powiedzieć to samo o swoim idolu, ale nie ma szans; Sigishora to oryginał). Właśnie dlatego to miejsce tak przypadło do gustu rzeszom geeków historii, którzy przybywają tu latem na coroczny Festiwal Średniowiecza. Wtedy stare miasto wypełnione jest ludźmi przebranymi za rycerzy, giermków, damy dworu, błaznów, czy kogo tam kto w mrokach minionej epoki ze świecą szukał. Historyczna atmosfera tętni historycznym życiem, jeśli nie są to Wasze klimaty uważajcie by nie dostać ataku histerii. Jeśli jednak lubicie takie okazje, bale i lokale, to może spotkamy się tam za rok?


Trudno oddać zdjęciami magiczny czas spędzony w Sighisoarze. Biorąc pod uwagę jakość naszych zdjęć wynikającą z zatwardziałości serca Nikona, głuchego na rzadkie, a jednak powtarzalne wezwania, pozostaje nam prosić: "wierzcie nam słowo". Weźcie Jedźcie i dajcie się uwieść starym murom tego pięknego miasta. Chodząc nocą po uliczkach Sighisoary, pijąc espresso w zamykanych późną nocą kawiarenkach, czuliśmy się jak królowie życia. (Pytaliśmy, ale na Festiwalu Średniowiecza rola króla już jest zajęta, ciągle proponowali nam tylko wspomnianych błaznów.)


Nocne wędrówki po miasteczku mogą czytelników o wątlejszej odwadze przyprawić o szybsze bicie serca. Fakt, że właśnie tutaj (i to naprawdę, a nie jak w odpustowym zamku Bran, którego nie polecamy) urodził się i żył Vlad Palownik, zwany później Draculą, sprawia, że mimo świetnego oświetlenia, pewien niepokój towarzyszy nam podczas spacerów pod ciemnym, siedmiogrodzkim niebem. Mgliste te obawy są absolutnie nieuzasadnione, ceny napojów w okolicznych kawiarniach są bardzo przystępne, czosnek można kupić w mięsnym, pasmanterii i spożywczo-przemysłowym. Każdemu uspokojenie według upodobań.


W dzień, jeśli akurat nie atakuje nas mgła, jest trochę pogodniej. Wtedy widzimy bogate kolory elewacji starych kamienic, która nadają nowego wymiaru pięknu Sighisoary. Miejsca takie, jak to warto podziwiać o każdej porze. Jeśli zaś chce się przekonywać do ich urody kogoś za pomocą zdjęć to warto mieć lepszy aparat (come on Nikon, krasomóstwo krasomóstwem, ale w tych czasach straciliśmy czytelników już po pierwszym niewyraźnym zdjęciu).


Wspominaliśmy już o wielowarstwowej architekturze. Nam takie rozwiązania podobają się szalenie, a kto myśli inaczej niech pierwszy w tort rzuci kamieniem. Nad starym miastem, które wznosi się nad "downtownem", góruje jeszcze gotycki kościół ewangelicki, zwany z dość oczywistych powodów Kościołem na Wzgórzu.


Sighisoara oszałamia dyskretnym pięknem i równie niedyskretnymi zakazami wjazdu. Po wąskich uliczkach pewnie z powodzeniem ścigałby się James Bond, rozwalając przy okazji połowę Rumunii, my ledwo przejechaliśmy Lanosem. Nie było łatwo, ale to nikogo nie powinno powstrzymać przed odwiedzeniem tej rumuńskiej perły.


Weź Jedź do Sighisoary, zachwyć się tak jak my. To miasto jest na tyle niesamowite, że odkąd mieliśmy szczęście je zwiedzić nasze kolejne zachwyty i odkrycia nazywamy "Sighisoarami północy",  albo "Małymi Sighisoarami". Wierzymy, że kiedyś przyjęta przez nas metodologia zakorzeni się w przewodnikach i trafi pod przysłowiowe strzechy. Szczerze liczymy w tej materii na Was. Sprawdźcie Sighisoarę, dla Was to też może być miara wszech-turystyki.


Prześlij komentarz