Miasta Rumunii: Braszów

wtorek, 1 marca 2016
data:post.title
"There's always winter in Braszów", podśpiewywał nasz przyjaciel, kiedy wyjeżdżaliśmy z tego miasta na początku kwietnia. Faktycznie, zima nas zaskoczyła, a było to zima z tych paskudnych. To ten śnieg, co wpada do oka i nie pozostawia złudzeń, że jeszcze sporo czasu musi upłynąć, nim zastąpią go dziewczęta w letnich sukienkach. I ten mróz co szczypie w nosy, uszy i co komu tam jeszcze wystaje, dobitnie wyłuszczając każdemu chojrakowi, by w kwietniu zakładać gacie. Całokształt nie do opisania, ale jeśli 1 Marca 2016 ktoś z Was ośmielił się wyjść z domu, to rozumie o co nam chodzi. A jednak, mimo wszystko, wspominamy to miasto bardzo ciepło. Jak to możliwe? Przekonajcie się:

Historia Braszowa zaczęła się (takie polskie skojarzenie) złowrogo - został założony w XIII wieku przez Krzyżaków, zaś ratusz został zbudowany w 14010 roku (jesteśmy prawie pewni, że chodziło tutaj o poprawienie sobie humoru po krzyżackiej klęsce pod Grunwaldem). Zresztą miasto stało się szybko ważnym punktem na szlaku handlowym między Wołoszczyzną a Bałkanami, co widać po bogatym starym mieście.

Starówka bardzo urokliwa, jest w istocie podobna do innych bogatych miast, które kiedyś znalazły się w obrębie monarchii austro-węgierskiej. Jednakże w XIX wieku Braszów poszedł już drogą Rumuńską i był jednym z najważniejszych miast nowo kształtującego się państwa.

Splendor dawnych dni nadal jest tu widoczny. Budowle są zadbane, kocie łby równo przycięte, a cykliści, by nie odstawać, malują swoje rowery w kolorach zbliżonych do złotego. Sprawdziliśmy: dzwonek robi bling - bling. To niby działa, bo ludzie rozstępują się z drogi, ale za każdego pieszego który się oddala, zjawia się dwóch raperów.

Do obrazu miasta prawdziwych twardzieli i muzyki czarnej, jak mury słynnego, miejscowego kościoła brakuje tylko swobodnego dostępu do broni. Zaraz, zaraz...  Prawdopodobnie fakt, że trafiliśmy na wystawę broni na rynku, był przypadkiem, ale mleko się rozlało i już wszystkim będziemy opowiadać o tym, że na braszowskich straganach można kupić bazookę.

Widok ze wzgórza górującego nad Braszowem, choć jak widać pogoda nas nie rozpieszczała i trudno było dostrzec, a co dopiero pokontemplować panoramę miasta. 

Braszów jest też dzisiaj centrum kultury ludowej regionu. To tutaj wyrabia się najpiękniejsze rumuńskie koszule i to tutaj istnieje największy rynek handlu serami owczymi. Na zdjęciu Muzeum Braszowa, z rozległą ekspozycją folklorystyczną. Znajdująca się w muzeum maszyna tkacka jest uruchamiana za okazaniem gestu East side (można chyba też zapytać, ale kto zadawałby sobie tyle trudu, jeśli działają chwyty z MTV, tego starego MTV). Dodatkowo sklep przymuzealny sprzedaje, pod egidą instytucji, wysmakowane rękodzieło. Jeśli chcecie Weź kupić weźcie z sobą zapas Lei, to nie są tanie rzeczy.

Nasza krótka relacja zboczyła nader niespodziewanie w ścieżki ziomalstwa, co może i czyta się przyjemnie i z podejrzanie dużym zrozumieniem, ale co jednocześnie może nieco zaburzać percepcję i kształtować nietrafne oczekiwania (z tego miejsca chcieliśmy przeprosić wszystkich, którzy już zaczęli polerować rodzinne klejnoty z myślą o wyprawę do rumuńskiej stolicy funku i okolic, poniosła nas licencja poetica, Tupac nie żyje, Elvis zresztą też).

Zupełnie poważnie, to piękne miasto. Spokojne, zadbane, z dobrze zachowaną starówką, gdzie nawet paskudna pogoda nie jest w stanie popsuć radości zwiedzania. W naszym zestawieniu najpiękniejszych miast Rumunii Braszów zasłużenie znalazł się na podium. Jeśli ten wpis nie przekonuje Cię co do słuszności naszego werdyktu, rzuć wyzwanie i Weź jedź!

Prześlij komentarz