Słowacja: Górny Zemplin - Połoniny, Warhol i wyschnięte jezioro

czwartek, 18 lutego 2016
data:post.title
Po katastrofie związanej z mgłą w Dolnym Zemplinie (przeczytać możecie o tym TUTAJ), postanowiliśmy przerwać złą passę i tym razem wyprosić pogodę o coś dobrego. Ofiara z piwa okazała się skuteczna. Faktycznie, tym razem zobaczyliśmy odrobinę słońca, co było dla nas o tyle ważne, że Górny Zemplin, to teren głównie górzysty i to krajobrazy grają w nim główną rolę. 
Dużych miast tutaj nie ma, małych też jak na lekarstwo, więc na początku postanowiliśmy odwiedzić Narodny Park Poloniny. Uznaliśmy, w pewnym uproszczeniu, że to słowackie Bieszczady i tej wersji będziemy się trzymać. 
Naszą wyprawę rozpoczęliśmy w mieście Humenne, które rości sobie prawo do miana stolicy Górnego Zemplina - po odwiedzeniu innych miast, możemy śmiało przyznać mu ten tytuł. Humenne ma pałac, kilka barów, nocnych klubów i w miarę nieźle wyglądający plac główny, co na wschodzie Słowacji wcale nie należy do normy. 
Miana stolicy regionu nie zabierze Humenne raczej miasto Snina, choć jako nieliczne w regionie, posiada informację turystyczną i obiekty, które można pozwiedzać. Informacja była co prawda zamknięta i ukryta lepiej niż Arka Przymierza w filmie Spielberga, ale dowiedzieliśmy się, że w mieście jest posąg Herkulesa, pozostałość po czasach świetności. Czasy świetności Sniny musiały jednak być nader skromne, bo nie dość, że sam pomnik nie przytłacza rozmachem...

...to pragmatyczni Słowacy pytani o drogę do tej perły ukrytej za miejscowym pałacykiem kierowali nas kolejno do:
1. miejscowego pawilonu handlowego Herkules (pawilonu, nie sklepu - ząb kapitalizmu nie nadgryzł instytucji o tak mocarnym imieniu, istny wehikuł czasu)
2. restauracji na tyłach rynku, do której trafiają chyba tylko najbardziej wytrwali i głodni (głównie piwa) klienci.

Dla tych, którzy mają zacięcie do pytania o drogę, pomimo braku znajomości języka, podpowiadamy, że pomnik to po Słowacku "socha". Głoskę "ch" należy wymawiać gardłowo, tak jak mówić może ktoś, komu mściwy, antyczny mocarz zacisnął palce na grdyce, w podzięce za nazwanie jego imieniem sklepu o ubogim asortymencie. Ludzie o bogatej wyobraźni pierwszą lekcję słowackiego mają niniejszym za sobą. Pozostałym pozostaje "wziąć jechać" i spróbować na miejscu.
  
Ze Sniny, zmordowani walką z Herkulesem, zresztą jak chyba każdy, kto ośmielił się rzucić wyzwanie mitycznemu herosowi (dojrzeliśmy by dojrzeć w hydrze ofiarę - bardzo eko), udaliśmy się nad jezioro Starina. Sztuczny zbiornik znajdujący się już na terenie parku narodowego Połoniny i zarazem rezerwuar wodny pitnej dla wschodniej Słowacji zaskoczył nas. To jedyne jezioro jakie udało nam się naprawdę zobaczyć o tej porze roku w obu Zemplinach. O tym, że można tak "naprawdę" nie zobaczyć jeziora Zempliny (zarówno Dolny jak i Górny) przekonywały nas wytrwale. Wrócimy do tego wątku. I to jak.

W międzyczasie Zemplin Górny rozbrajał naszą nieufność mydląc oczy pejzażami Połonin...

... czy zapomnianymi przez bóstwa i pługi śnieżne bezdrożami (Bieszczady to zawsze Bieszczady, nawet jeśli Słowacy zwą je Bukovskimi vrchyami).

Pomniki bohaterskich żołnierzy radzieckich na Słowacji spotkać możemy ciągle w sporej liczbie. (Na przykład na rynku w Bańskiej Bystrzycy, o czym poczytajcie TUTAJ) Na zdjęciu prezentujemy na przykład pomnik dość dosłowny. Czołg czerwonoarmistów stoi sobie przy drodze w niewielkiej wsi Stakcin. 

Po drodze z narodowego parku Poloniny do naszego ostatniego celu, miasteczka Medzilaborce, natknęliśmy się na piękne widoki, które na myśl przywodziły nam polski Beskid Niski. To trasa, którą jedzie się przyjemnie, nawet dla samego jeżdżenia, polecamy. Z lewej strony zdjęcia lokalny monopolista w branży dewoncjonalnej. Standardowa kapliczka z Jezusem, olej na desce. Odstępstwa od tej formy w tych okolicach zdają się być niedopuszczalne. Etnografia ze specjalnością religijną w rejonie Górnego Zemplina to raczej niewymagająca dyscyplina. 

Medzilaborce odwiedziliśmy przede wszystkim ze względu na tego pana. Tak, to Andy Warhol, którego rodzina pochodziła z tych okolic. Jego bratanek wrócił kiedyś w rodzinne tereny i ponoć tak mu się spodobały, że postanowił wybudować tutaj muzeum. 

Dzisiaj Muzeum Andy'ego Warhola jest jedną z głównych atrakcji turystycznych regionu. Działa w nim też sklepik i informacja turystyczna, w której obsługa z rozbrajającą szczerością powiedziała nam, że skoro jesteśmy w muzeum, to nic ciekawszego w okolicy zobaczyć nie możemy. 

Każdy w przyszłości będzie miał 15 minut światowej sławy. Niby prorocze słowa, choć nie wiemy czy to dobrze.

Twórczość prezentowana w muzeum to zarówno kopie jak i oryginalne prace artysty, przedmioty osobiste i ubrania Warhola, ale także dzieła krewnych i powinowatych. Dyskusje nad recesywnym dziedziczeniem talentu i znaczeniem mediów w popkulturowej auto-kreacji są nieuniknione. 

Pokrzepieni/doświadczeni sztuką (niewłaściwe skreślić) ruszyliśmy w drogę powrotną. Piękny zachód słońca dawał nadzieję, że Górny Zemplin będzie pociechą po mglistych wspomnieniach z południa. Rozochoceni postanowiliśmy wykorzystać okazję i zobaczyć ostatnie w tej części Słowacji jezioro. Ponownie nie doceniliśmy przeciwnika.

Nadłożyliśmy drogi, żeby pokontemplować nad taflą wody jeziora Veľká Domaša. Po krótkim podejściu naszym oczom ukazało się to... I tutaj na usta ciśnie się cytat z "Nic śmiesznego": "Pokaż mi to palcem, niech uwierzę, że śnię." Nie udało się nam zaczerpnąć języka wśród mieszkańców i dowiedzieć się, gdzie podziała się woda, ale logika każe nam winić retencyjną funkcję zbiornika. 

Zemplin Górny pokazał nam znacznie więcej niż Zemplin Dolny. Okazał się być przy tym jednak równie przewrotny. Na wizytę warto wybrać lepszą porę roku (komentarze na temat powrotu w te rejony jesienią były bardzo częste), kiedy malownicze górskie trasy są jeszcze piękniejsze, a woda z jeziora, będącego letnią atrakcją, nie jest czasowo wyeksportowana na południe, by zasilać lokalne fabryki mega-mgły.

Weź jedź, w swoim czasie :)

ps. i jeszcze jedna mapka, tym razem tylko przejazdu po Górnym Zemplinie - dojechać do tego regionu dojeżdżaliśmy z Katowic, ale znacznie szybciej będzie z Małopolski albo Podkarpacia.

Prześlij komentarz