Słowacja: Dolny Zemplin. Wino we mgle

niedziela, 7 lutego 2016
data:post.title
Mamy nadzieję że ten wpis będzie wyjątkowy. Wyjątkowy jak nasza wyprawa, do Dolnego Zemplina, która była festiwalem wszelkich możliwych niepowodzeń. Pozostając jednak wierni naszej mantrze nawet w tym wpisie, relacjonującym naszą wycieczkę na południowo-wschodni kraniec Słowacji, będziemy Was przekonywali do tego, żebyście Wzięli i Jechali!

Dolny Zemplin to w naszym przekonaniu jedna z najbardziej tajemniczych części Słowacji. Niestety nadal pozostanie dla nas taką dzięki uber-gęstej mgle, która zstąpiła na nas już w Popradzie i nie odstępowała na krok do momentu wjazdu do Górnego Zemplina.


Mimo widoczności, która spokojnie mogłaby uchodzić za kolejną plagę egipską, postanowiliśmy poznać region dokładnie. Za punkt startowy wybraliśmy wioskę Velke Trakany. To taki Słowacki odpowiednik Ustrzyk Górnych, samiuteńki południowo-wschodni kraniec. Dalej już tylko Węgry i Ukraina.



Zatrzymaliśmy się w przytulnym pensjonacie Ubytovanie u Aranky (baaardzo polecamy), gdzie udało nam się chwilowo schronić przed hmlą (to groźnie brzmiące słowackie słowo w naszym przekonaniu lepiej oddaje to co wisi w powietrzu w Dolnym Zemplinie niż zmiękczona polska mgła).

Dobra, może miasteczko w którym jesteśmy, nie należy do najciekawszych, szczególnie zimą, ale tutaj blisko jest przecież trójstyk słowacko-ukraińsko-węgierski. Takie miejsca są zazwyczaj fajnie wyeksponowane. Patrzymy więc na mapę i podążamy. "Jedźmy na wschód, tam musi być cywilizacja", zacytowaliśmy wesoło "Seksmisję". Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy jak bardzo możemy się mylić.

Okazało się, że możemy mylić się bardzo. Pewno wiosną moglibyśmy się przejść, ale przecież zima w pełni, kwitnie tylko hmla. Nic tu po nas.
Dla podniesienia morale postanowiliśmy Wziąć jechać do Kralovskego Chmleca, w przewodniku mówią, że są tam ruiny zamku! Tak, tak. Kawałek historii! Jedźmy na zamek!

Zamek...

Zameczek...

Mimo niewątpliwej satysfakcji jaką daje możliwość zdobycia zamku samochodem, na tym zalety tej fortecy się kończą. I niestety reguła ta ma zastosowanie do całego regionu. Okazuje się, że do rozmachu zamku Spiskiego czy Orawskiego budowlom warownym Dolnego Zemplina brakuje wszystkiego, za wyjątkiem chyba tylko ambicji. Wizyty w kolejnych poprzedzamy dokładną analizą zdjęć. Żaden z obiektów nie przechodzi surowego filtra - mieć co najmniej trzy ściany i być może dach. Kralovsky Chmlec to pierwszy i ostatni "zamek" jaki oglądamy w tej części Słowacji. 

Dwujęzyczne w tej części Słowacji tabliczki z nazwami miejscowości kierują do nas tak miłe dla polskich uszu słowa pocieszenia:

Koniec końców, ta część kraju to słynny Słowacki  Region Tokajski. Wino powszechnie kojarzone z Węgrami uprawia się również tutaj i to ze znakomitymi rezultatami. Warto zobaczyć zatem winnice.

Sformułowanie: "winnice dokąd wzrok sięga" zyskało dla nas nowego znaczenia. 

Mijane miejscowości, zabarykadowane ścianą mgły zlewały się w szarą rzeczywistość. Wreszcie, niczym światło latarni, ratuje nas sklep z winem. Jest w czym wybierać i tego nam trzeba.

Docieramy do jednego z większych miast Dolnego Zemplina - Michalovce. Bardzo ciekawie nastroiła nas rozmowa z kelnerem w jednej z restauracji. "-U was zawsze taka mgła? -Zawsze. To znaczy w styczniu i lutym, zawsze." Brawo my!

Po miasteczkach i wioskach próbujemy łona przyrody. Chociaż region Dolnego Zemplina znany jest z bagien i mokradeł (*patrz hmla) asekuracyjnie wybieramy jezioro. Zemplínska šírava to największy akwen regionu i perła turystyki. Latem...

Zamarznięta tafla ma swój urok, mróz nie pozwala się rozpędzić wyobraźni. Nie myślimy nawet o tym jak pięknie może być tu latem. No dobra, ale prawdziwym hitem okaże się następne jezioro! Morskie Oko (tak, Słowacy też takie mają). Jedno z najpiękniejszych miejsc w Zemplinie. Godzina jazdy samochodem, 40 minut spaceru pod górkę. I mamy ... ten widok! (Tak proszę państwa, to jezioro. Zamarznięte, zaśnieżone i zamglone jezioro. Tripple kombo. W Street Fighterze oskarżyliby nas już pewno o oszukiwanie.). 


A teraz pewnie zapytacie, jak tę porażkę można przekuć na hasło "Weź jedź". Otóż, jeśli weźmiecie i pojedziecie, (w innym terminie niż my to zrobiliśmy!) macie szansę zobaczyć: 

-Piękne jeziora - Zemplinskie (zwane wschodniosłowackim morzem) i Morskie Oko (zwane słowackim Morskim Okiem)
-Winnice na zemplinskich wzgórzach w Słowackim Okręgu Tokajskim
-Niewielkie i urocze miasteczka na słowacko-węgierskiej granicy
I wiele innych rzeczy, które we mgle mogły nam umknąć. 
Weź jedź!

I JESZCZE TROSZKĘ INFORMACJI PRAKTYCZNYCH:
Żeby dojechać do Dolnego Zemplina, musimy najpierw dotrzeć do Koszyc, a później kierować się na wschód. My jechaliśmy klasycznie z Katowic, zatem wykorzystaliśmy niezłe słowackie autostrady:
 Nasza trasa po samym Dolnym Zemplinie wyglądała z kolei następująco:

Nietypowo, podróż kończymy w Humenne. Nie wracamy na razie do domu, bo czeka nas jeszcze Górny Zemplin, ale to już zupełnie inna historia, z większą ilością słońca i optymizmu :)

Prześlij komentarz