Bukareszt: majak szalonego geniuszu

czwartek, 11 lutego 2016
data:post.title
Ależ piękny musiał być niegdyś Bukareszt. Ten "Paryż wschodu", ten zlepek Orientu i Europy. Piękny musiał być, zanim przyszedł "Geniusz Karpat" i postanowił zmienić go po swojemu. Piękny musiał być Bukareszt jeszcze kilkadziesiąt lat temu. A dzisiaj? Potrafi uwieść. Nie klasycznym pięknem, którego przecież już właściwie nie ma. Klimatem, smutkiem i bólem, widocznym na każdym kroku.

Bukareszt w latach 30 XX wieku. (licencja wikimedia commons). 

Bukareszt w XIX wieku zaczął rosnąć. Mógł stać się stolicą europejską, w tym pożądanym znaczeniu. Rodziła się wielka Rumunia, Rumunia z aspiracjami. Wzrastały budynki, brukowały się drogi, świątynie różnych wyznań systematycznie wbijały się w miasto. Jak Warszawa niemal - można pomyśleć. Ale Warszawę zniszczyła wojna i powstanie. Bukareszt - jeden człowiek.(Choć i Bukareszt ucierpiał na skutek bombardowań ... alianckich, Rumunia była przecież sprzymierzona z Osią).

Nicolae Ceausescu postanowił wznieść nowy Bukareszt. Taki, który odpowiadałby jego wyobrażeniu. Po pierwsze, rzeka. Przez każde ważne miasto, płynie ważna rzeka. A tu nic. "Przekopać mi tu kanał Dymbowicy, musi płynąć przez centrum!" No i płynie. Brzydka i urocza, niczym Liffey w Dublinie.




"Nie mamy odpowiedniej siedziby, my - władcy Rumunii, ja - Geniusz Karpat." Buduje więc, przy pomocy tysięcy robotników Pałac Ludu - największy dzisiaj budynek rządowy w Europie, drugi największy na świecie. Przy okazji musi zburzyć połowę miasta, zabytkowe ulice, setki, tysiące domów. Do dzisiaj widać efekt tego wyburzenia. Mieszkańcy musieli pośpiesznie opuszczać burzone dzielnice, w zamian osiedlając się w blokowiskach, zostawiali więc swoje psy. Tysiące bezdomnych psów, to dzisiaj plaga Bukaresztu. Zaczepią cię wszędzie, a Ty dasz im kawałek kiełbasy, czy cokolwiek będziesz miał pod ręką...

Ale Pałac Ludu stoi - dzisiaj obraduje tam parlament rumuński. Stoi, niektórych zachwyca, innych straszy - jak Pałac Kultury, tylko nieporównywalnie większy, ze straszniejszą historią.


Dzisiaj Bukareszt jest zresztą symbiozą - grozy i nadziei, niebezpiecznie bliskiej historii i nowoczesności, która próbuje go porwać. Ruiny i elegancji.

Bo część Bukaresztu się sypie...

...a część świeci kolorami kapitalizmu. 

Małgorzata Rejmer, w książce "Bukareszt. Krew i kurz" napisała świetnie, że Bukareszt jest blizną Rumunii, która musiała wziąć na siebie wszystkie ciosy, żeby reszta kraju pozostała nienaruszona i piękna. To prawda. To zabliźnianie Bukaresztu też jest piękne - na swój sposób. Nie jest to miasto, które pozwoli się odkryć od razu. Trzeba trochę czasu, żeby go pokochać. 


Prześlij komentarz