(Słowacja, 1 dzień) Okręg Turiec: Martin, wąwozy i niezwykłe chaty

poniedziałek, 4 stycznia 2016
data:post.title

M: Gdy ucichły już kroki ostatniej z białych mew paradujących pod czupryną w rytm sylwestrowych przebojów, a pasek alkometru przestał oskarżać mnie o zamiar dokonania rozszerzonego samobójstwa wiedziałem już, że czas dojrzał po temu by zrobić to, co jest w stanie przywrócić ciału udręczonemu maratonem świąt radość życia.  

A: Siedziałem spokojnie w kawiarni, bo przecież do pełni szczęścia, po świątecznych używkach, brakowało mi tylko kofeiny, kiedy przyszedł M. "Jadę na Słowację, tak na odstresowanie", powiedział. Popatrzyłem na niego bez zrozumienia, może nawet z pewną dezaprobatą, ale użył koronnego argumentu, który ostatecznie  przekonał mnie do wyruszenia w trasę: "No, weź jedź". 

M: Pierwszy krok to planowanie wypraw po Słowacji - przyjemność sama w sobie. Poza frajdą ustalania z grobową powagą trasy (którą potem zmienia się pod wpływem nagłych a nieuniknionych w drodze ataków fantazji), można odnajdywać prawdziwe skarby "turów" (architektury, natury, kultury, niepotrzebne skreślić). 

A: A zatem ruszamy, po raz pierwszy w drogę, zaczniemy od krótkiej, jednodniowej wycieczki na Słowację, przede wszystkim do regionu Turiec, z Żyliną po drodze, ale naszym celem jest miasto Martin, wieś Čičmany i pewne piękne wąwozy. Ale od początku.

Środek transportu: Multiwan, zwany przez właściciela rydwanem. Maksymalna prędkość: 90 km/h.
Cel: Pętla po regionie Turiec na Słowacji.
Przejście graniczne: Leszna Górna/Trzyniec (Polska/Czechy) i Cadca (Słowacja).



A: Martin, klasyczne słowackie, niewielkie miasteczko. Niskie kamienice, niewiele zabytków, acz ja ten klimat absolutnie kupuję. Martin to centrum myśli patriotycznej Słowaków - tutaj powstała m.in. Macierz Słowacka, która w XIX wieku walczyła o "odrodzenie narodowe Słowaków". 

M: Głód zapędził nas do Hospody Czeskiej w centrum Martina, słowackiej nie znaleźliśmy. Egzotykę miejsca oswajały teledyski słowackiej telewizji muzycznej, dobry powód by skosztować piwa z tanku. Dużego.

A: Na kontinuum pomiędzy kuchnią fusion a porcjami Obelixa dania w Hospodzie Czeskiej są bliżej tego skromnego końca skali.

A: Budynek teatru w Martinie, podobno to jeden z najlepszych teatrów na Słowacji ("spiczka" - po ichniejszemu, "absolutny top"), choć budynek stylistyką do rynku nie pasuje i kojarzy mi się głównie z potworkami wznoszonymi na potrzeby ZUS-u.
M: A jednak z tej pięści w oko drobnomieszczańskiej zabudowy emanuje żywotność i artystyczna energia. Chociaż na mnie Martin wyjątkowego wrażenia nie wywarł, zobaczenie jakiegoś čerstvego spektaklu uznaję za dobry powód by tam wrócić. Oczywiście dopiero wtedy gdy już poznam słowacki na tyle, by nie wpadać w pułapki pozornych podobieństw językowych, których čerstvý czyli świeży jest jednym z mych ulubionych przykładów.

A: Absolutny środek Słowacji, wieś Pribovce, powiedzmy łagodnie - "niezbyt duża". Dwa kościoły, kilka domów, ale na ważnej drodze do kolejnego, bardzo ważnego celu :)

A: Po drodze z Martina do Čičman w wiosce jeszcze mniejszej niż Pribovce, zaciekawiło nas niecodzienne widowisko - mecz hokeja na betonie. Właściwie nie mecz, tylko turniej. Było mega - muzyka ze Skody, grochówka, wierni kibice, 8 drużyn. Niestety, czas nas gonił, więc nie zostaliśmy do końca, ale udało nam się wytypować zwycięzcę turnieju (sprawdziliśmy, dobry typ). 

M: W końcu zaczęliśmy zbliżać się do Čičman, w dodatku przepiękną drogą, którą polecamy każdemu - jest zjawiskowo. (Droga jest tylko jedna, więc zgubić się nie da). 
A: Čičmany - malowane domy. Pewna hipoteza mówi, że to pierwszy kontakt obcej cywilizacji z Ziemią. Czekamy na wizytę Danikena. 
M: Hipoteza druga: kibice na Słowacji są bardziej uzdolnieni plastycznie niż w Polsce. 

M: Hipoteza 3: Egiptolodzy właśnie tutaj ćwiczyli rozszyfrowywanie hieroglifów. 

A: Prawda jest taka, że wapnem maluje się drewno w celach ochronnych, a mieszkańcy Čičman uznali na początku XX wieku, że można to robić po prostu ładniej. 

M: Turystyczna propaganda lubi utrzymywać, że to zwyczaj niemalże prastary; pragamtyczna prawda jest taka, że zamiast studiować archoetnologii warto zakasać rękawy i wprowadzać nowe zwyczaje pędzlem i kreatywnością - kto wie może za sto lat to wasze domy będą podziwiać słowaccy turyści. W każdym razie wieś robi niesamowite wrażenie. 

A: Wąwóz Maniński - najwęższy kanion na Słowacji, mekka miłośników wspinaczki, labirynt wąskich i stromych szlaków górołazów, uczta dla oczu bez wyjątku. Żeby go znaleźć, trzeba z Poważkiej Bystrzycy udać się na północny-wschód w stronę wsi Kostlec (tutaj polecamy GPS). Przy okazji skały robią za "Hall of fame" słowackich himalaistów i - co nieco odstrasza przed wspinaczką - za miejsce upamiętniające osoby, które tam zginęły...


M: Szybki zimowy zmierzch zmusił nas do porzucenia górskich krajobrazów i powrotu, górskie szlaki kusiły by zostać dłużej, ale anioł BHP przemówił: "Jak będziesz łazić po górach w nocy to skręcisz kark i to w najlepszym wypadku, nie bądź idiotą wrócisz latem". Posłuchałem. 

A: Był jeszcze jeden powód który z nastaniem nocy kazał nam gnać przed siebie. Głód. W małych miasteczkach Gór Sułowskich liczba lokali gastronomicznych jest odwrotnie proporcjonalna do ilości zapierających dech w piersiach widoków; dla pierwszej osoby która prawidłowo wyrazi to bezwzględne prawo natury w zapisie matematycznym M przewidział nagrodę niespodziankę.

Na koniec jeszcze mapa, która może posłużyć za ściągawkę albo inspirację. No, weź jedź! 


Prześlij komentarz