Słowacja (1 dzień): Janosik, Mała Fatra i jesienna trasa nad Wagiem

sobota, 9 stycznia 2016
data:post.title



M: Kiedy październik ma się ku końcowi, a słońce nie zorientowało się jeszcze, że lato się skończyło, dla dobra ogółu i własnych partykularnych korzyści, staraj się nie wzbudzać jego podejrzeń. Unikaj ciepłych ubrań, kaloszy a przede wszystkim – wstań bladym świtem i Weź jedź!

A: Skoro złota polska jesień zachwyca, postanowiliśmy sprawdzić, jak tam z jej słowacką odmianą. Od razu powiedzmy (uwaga spoiler!) - słowacka złota jesień jest przynajmniej tak zjawiskowa jak polska. Ale od początku. Tym razem zaplanowaliśmy trasę na cały dzień, a skoro dzień robił się coraz krótszy, wstać trzeba było o zabójczej dla nas godzinie (wyjazd z Katowic o 6 rano!). Na szczęście się opłaciło, bo poranna mgła i wschodzące słońce w malutkiej miejscowości Krasno nad Kysucou, nastroiło nas do dalszej wycieczki wyjątkowo pozytywnie. 



M: Im bladszy świt przywita Cię na progu domu, tym większa szansa na porządne mgły w górach i dolinach Słowacji. Jak mówi Księga Przysłów Weź Jedź: "kto rano wstaje włącza przeciwmgielne." Liryczna prawda zaś jest taka, że poranny turysta może i ma ograniczoną widoczność, ale chłód i wszędobylska wilgoć są na tyle nieprzyjemne, że łatwiej uwierzyć, że oto jesteśmy uczestnikami czegoś mistycznego. 

A: Jeśli zatem będziecie akurat przejeżdżali nieopodal Żyliny w czasie mgły i wschodu słońca, polecamy widok z mostu w Krasno nad Kysuco. Dość łatwo go znaleźć, z tego co nam wiadomo, to jedyny most w tej miejscowości, więc jak już znajdziecie Krasno, po prostu szukajcie rzeki. 


A: Właśnie na wysokości Krasno nad Kysucou warto zjechać z głównej drogi i skierować się w kierunku Terchovej - wsi, z której pochodzić ma pewien polsko-słowacki bohater, którego udanie pokazał Passendorfer, a mniej - Agnieszka Holland. Proszę państwa: Juraj Janosik!

M: Pomnik Janosika górujący nad Terchovą uchodzi za niemalże nie do przeoczenia. W ramach permanentnej walki ze stereotypami, postanowiliśmy rzucić wyzwanie tej kolokwialnej opinii. Przejeżdżając Terchovą wszerz i wzdłuż, trzykrotnie udało nam się nie zauważyć niemałego pomnika. 


A: Terchova to przede wszyskim Janosik, wspomniany już pomnik, oraz muzeum opowiadające jego historię, ale oprócz tego spokojnie można przyjechać tutaj, żeby połazić po górach, albo pobyczyć się w centrum tej niewielkiej, uroczej wioski, nie przejmując się zbytnio mierzeniem się z niełatwą legendą zbójnika, dla jednych - bohatera, dla innych - zwykłego rzezimieszka.  

M: Legenda Juraja Janosika jest ekonomicznym motorem regionu. Krzepi myśl, że zabieranie bogatym i dawanie biednym może trwać nawet setki lat po śmierci bohatera. 


M: Esencją podróży samochodowych pozostaje jednak droga. Ta przez Małą Fatrę należy do wyjątkowo przyjemnych. I rzadka gratka dla czytelników - autorzy we fragmentach. 


A: Z trasy zjechaliśmy na chwilę po zobaczeniu ogromnego baneru reklamowego: Najlepsze Holuski na Słowacji. No dobra, baner nie był ogromny, ale holuski jak najbardziej były świetne. Polecamy, trasa Tyrchowa - Nowy Kubin, czasem warto uwierzyć w reklamy :)

M: Janosikov dvor w miejscowości Zazriva kusi nie tylko gastronomią, ale i kolekcją drewnianych diabłów, wybiegiem dla kociąt godnych youtuba, czy polem do mikro-golfa (mogę zyskać opinię wapniaka, ale w mej głowie termin mikro przechodzi w mini w okolicach 20, w przypadku golfa metrów). 


A: Dolny Kubin, klasyczne słowackie miasteczko, niewielkie, powolne, skąpane piwem i Kofolą - dla mnie bomba! Tak zupełnie po prawdzie, to największe wrażenie w Dolnym Kubinie robią otaczające go góry. Gdziekolwiek stąd nie pojedziemy, mamy pewność że będzie dobrze.


A: A nie mówiłem? Takie drogi to normalka, niedaleko Dolnego Kubina. Bajeczne krajobrazy spowalniają podróż. Ale nie ma się co rozpędzać, za każdym zakrętem widoki namawiają by zatrzymać się i chłonąć piękno.

M: Jeździć takimi drogami służbowo to nie lada przywilej. Podejrzewamy, że służby drogowe, zakłady komunalne i policja w rejonie Terchovej nie narzekają na brak chętnych do pracy. 

A: I tak w kółko, gdzie nie pojedziemy tam góry, skały, rzeki, skały, góry, wąwozy, znowu góry, czasem jakaś rzeka. Nudy? Nie jedź! (Ale tak na poważnie, to Weź jedź). 

M: Dolina Wagu to zdecydowanie najlepszy widok tej wyprawy. Pejzaż, którym chce się dzielić. To jedno z tych miejsc gdzie pragnie się wracać i podziwiać zmiany jakie zachodzą w rożnych porach roku. Dopisałem do mej listy "Słowacja na bis".


A: Zestawiając zdjęcia jakie wykonaliśmy w trakcie tej podróży, ze wspomnieniami naszych "achów" i "ochów" z trasy, doszliśmy do wniosku, że prawdziwy klimat tej wyprawy znacznie lepiej oddałoby nagranie audio. Nie zamieścimy go jednak tutaj. Nie tylko dlatego, że nie istnieje (chociaż to bardzo dobry argument), ale również z obawy przed dostaniem się w niepowołane ręce, które mogłyby chcieć użyć go w produkcjach z którymi wolelibyśmy nie mieć zbyt wiele wspólnego. 

M: Mi się wydaje z kolei, że piękno tego rejonu, szczególnie w fantastycznej jesiennej oprawie, jest tak dojmujące, że robienie zdjęć jest spychane na dalszy plan przez narzucającą się konieczność podziwiania. Dlatego jeśli nasze zdjęcia nie rzucają na kolana, to jest to paradoksalnie najlepszy dowód, że jesienna Mała Fatra jest miejscem o którym z całym przekonaniem można powiedzieć: Weź jedź!

A na koniec krótki podsumowanie trasy i klasyczna, pomocniczo-inspiracyjna mapka: 

Cała "pętla janosikowa" (razem z dojazdem z i powrotem do Katowic) - 432 km
Najlepsze miejsca do przekroczenia granicy: Czadca i Zwardoń
Samochód testowany na trasie: niezawodny do tej pory Lanos
No, Weź jedź! 

Prześlij komentarz