Kultowe trasy: Passo dello Stelvio

piątek, 29 stycznia 2016
data:post.title
Przełęcz Stelvio, "Królowa Alp", Passo dello Stelvio, Stilfer Joh (ach ten dźwięczny język niemiecki), przez chwilę przez niejakiego Clarksona okrzyknięta najlepszą trasą do jeżdżenia samochodem na świecie (dopóki ten nie przejechał się Trasą Transfogoraską i odwołał swoje słowa, pierwszeństwo przyznając jednak rumuńskiemu cudowi inżynierii komunistycznej), upragnione miejsce wielu miłośników road tripów. 2757 metrów nad poziomem morza! Wzięliśmy więc i pojechaliśmy!

Najwyższa, prawie najwyższa, no w każdym razie w pierwszej trójce...

Może na początek smutna informacja - to wcale nie najwyższa przejezdna przełęcz w Alpach, Col de I'lseran (Przełęcz I'lseran) jest bowiem wyższa - co prawda tylko o o 23 metry, ale jak wszyscy wiemy, czasem każdy centymetr ma znaczenie :) Przełęcz Stelvio to zatem druga, ale prawie tak wysoka jak pierwsza, przejezdna przełęcz w Alpach, a najwyższa we Włoszech.

Ps. W tej klasyfikacji jest jeszcze jedna drzazga w oku Stelvio, która może zepchnąć ją z tak zaszczytnego, drugiego miejsca. Nazywa się Col de la Bonette.  To droga biegnąca niby przełęczą, która leży na wysokości 2715, choć tak naprawdę odbija dwukilometrową pętlą wokół szczytu, już na wysokości 2802 m n.p.m. (Tutaj wypada zaapelować do losu - pozwól, o losie, pokonać nam też te dwie francuskie przełęcze!) W każdym razie, jakby na to nie patrzeć, mamy tu do czynienia ze ścisłą czołówką, zarówno metrażową, jak i widokowo-emocjonalną.


Jedno trzeba przyznać, myśl techniczna i inżynieryjna w Cesarstwie Austriackim rozwinęła się dość szybko. To bowiem Austriacy w latach 1820 - 1825 wybudowali drogę przez przełęcz Stelvio, żeby połączyć Trydent, z należącą wtedy do CK Monarchii Lombardią. 


Absolutnie nie znam się na historii budownictwa drogowego, choć jak udało mi się dogrzebać, zbliżone do dzisiejszych drogi asfaltowe to raczej początek XX wieku. Zresztą na pierwszy rzut oka widać, że ten asfalt, to 200 lat tam nie leży.


Nie wiem też, jak wtedy budowano drogi, ale cytując Siarę z "Kilera": "Mają rozmach, ...."


A teraz na poważnie, my wjeżdżaliśmy na Stelvio od strony miasteczka Bormio, leżącego jeszcze w Lombardii, a więc od strony południowej. I od razu spoiler: widoki robią naprawdę piorunujące wrażenie!

Okazuje się, że droga z Bormio, to ten łatwiejszy podjazd na Passo dello Stelvio - ma 21 km i średnie nachylenie na poziomie 7,1 procent. Tak czy inaczej, łatwo nie jest.


Wybierając podjazd z drugiej strony, od miejscowości Stelvio, czeka nas 24 km podjazdu i średnie nachylenie 7,4 procent. Jeśli wydaje się wam, że poszliśmy na łatwiznę i pojechaliśmy łatwą drogą, zapytajcie naszych hamulców - te nie wyglądały na bardzo zadowolone. 


Przełęcz Stelvio to też całkiem spory ruch samochodowy, a także rowerowy. Kolarzy podziwiamy, szczerze. 


Przełęcz Stelvio łączy Lombardię z Tyrolem Południowym. To bardzo symboliczne, bo to trochę dwa inne światy. Tyrol Południowy, choć leżący we Włoszech, jest ciągle bardzo niemiecki, co widać chociażby po napisach, ale też po mentalności mieszkańców. 


Bardzo pouczające dla mnie okazało się spotkanie z właścicielami kempingu w Prato allo Stelvio, a raczej - jak woleli nazywać to miejsce - Prad am Stilfser Joch, z którymi mogłem bez problemu porozmawiać o przywiązaniu do mitu CK Monarchii i Franciszka Józefa. 


A wracając do samej drogi - przyjemniej być nie mogło. Wypada tylko polecić wszystkim wjazd na Przełęcz Stelvio, obojętnie czy od strony Bormio, czy od Stelvio. Enjoy!


A tak na mapie prezentuje się Przełęcz Stelvio - tak, to królestwo serpentyn i zakrętów. Jak jej tu nie kochać? 

zdjęcia: Paweł Herman, pawelherman.com

Prześlij komentarz